Uprawa ziół w domu

Na ograniczonej przestrzeni miejsce jest na wagę złota. Osobiście wolałbym na balkonie w bloku mieć skrzynki z wonnymi i przydatnymi ziołami które pięknie się prezentują niż tylko ładnie wyglądające kwiatki. Na szczęście dla mnie mieszkam w domu więc mam sporo miejsca wokół niego na grządki i zielniki. Ale i w bloku można z powodzeniem uprawiać zioła. Nie polecam kuchni która zwyczajowo się do tego „przyjęła” ponieważ duża ilość pary wodnej oraz szybkie wahania temperatury nie służą roślinom.

Hodowla: Gleba i oświetlenie

Większość ziół potrzebuje około 6 godzin światła słonecznego dzienne. Bez odpowiedniego nasłonecznienia wytwarzają mniejsze liście i są mniej aromatyczne. Wybierając miejsce dla ziół w mieszkaniu pamiętaj że szyba redukuje dostęp do słońca o 30 do 50 procent. Liczy się bowiem nie tylko światło widzialne ale i promienie UV i inne widma niewidzialne dla człowieka które skutecznie hamuje szyba. Dobrze jest codziennie obracać doniczkę aby pędy nie krzewiły się w jednym kierunku. Roślinom które można kupić w doniczkach w marketach dobrze jest usunąć szczyt dzięki czemu nie rosną na wysokość a rozkrzewiają się.
Sztuczne oświetlenie jest konieczne jeśli ktoś chce się pochwalić bujną bazylią. W zimie to trudne do uzyskania więc należy zaopatrzeć się w świetlówki (są specjalne w sklepach ogrodniczych, maja długość fali podobną do światła słonecznego). Doświetlanie przyspiesza kiełkowanie i wzmacnia ich smak. Źródło światła nad młodymi roślinami powinno być umieszczone na wysokości 20 cm nad nimi, dla starszych ok 35. Jeśli światło będzie za nisko rośliny się przypalą, za wysoko będą zbyt wybujałe.
Bazylia wymaga bardzo słonecznego stanowiska i dobrze znosi suche powietrze, podobnie jak macierzanka, szałwia, majeranek czy lawenda. W nasłonecznionym ale chłodnym miejscu można posadzić koperek, cząber lub szczypiorek. Z kolei rozmaryn aby zakwitł wymaga dużo światła i temperatury około 15 st. podobnie jak kolendra czy pietruszka.
Estragon i melisa lubią słońce, zaś mięta i trybula nie lubi południowego skwaru. Służy im za to wilgotna i chłodna ziemia.

Podlewanie

Niestety, rośliny w donieczkach są znacznie bardziej wrażliwe niż te posadzone w gruncie. Ziemia w doniczkach na balkonie wysycha szybciej. Latem wilgotność trzeba sprawdzać codziennie, jesienią podlewać należy mniej, zwłaszcza mocno aromatyczne zioła. Rośliny o dużych liściach (jak na przykład bazylia) wymagają intensywnego podlewania.
Gdy ziemia jest przeschnięta rośliny lepiej „przelać” niż podlewać częściej – najlepiej robić to rano, w razie czego nadmiar wody wyparuje w ciągu dnia.
Generalnie zioła nie lubią nadmiaru wody ponieważ utrudnia ona dostęp powietrza do korzeni i sprzyja powstawaniu grzybów. Ale jeśli zdarzy się że ziemia wyschnie na wiór po prostu zanurz ją w wodzie. Próba podlewania tak suchej ziemi nie powiedzie się bo woda nie wsiąknie i przeleje się.
W upały dobrze jest spryskać liście wodą (zwłaszcza jeśli są delikatne, np. bazylia). Najlepiej jednak gdy rosną wokół nich mchy i porosty które utrzymują wilgoć. Na balkonie to trudne do uzyskania (chyba że jest bardzo zapuszczony ;)) ale wówczas można wysypać doniczki białym żwirem.
Jeśli woda którą podlewamy jest twarda to na powierzchni pojawi się biały osad. Możesz wówczas podlewać deszczówką lub wodą zdemineralizowaną (kupisz na stacji benzynowej, do chłodnic samochodowych)

Nawożenie ziół

Osobiście jestem przeciwnikiem ale wynika to z tego że trzymam je zgrupowane na grządce i zazwyczaj jedno pomaga drugiemu. W domu, w doniczce, gdy często są obrywane nawożenie to konieczność. Można po prostu kupić nawóz do kwiatów i to załatwi sprawę. W momencie intensywnego wzrostu – wiosną i latem nawozimy co 2 tygodnie, później raz na miesiąc. Zimą – w ogóle. Potrzebę nawożenia można poznać po zmienionym kolorze liści, żółtych plamkach (np. pietruszka). Jednym słowem roślna daje nam znać że coś jest z nią nie tak. Brązowienie, zniekształcone liście mogą z kolei świadczyć o przenawożeniu. Podobnie pojawienie się porostów i mchów na powierzchni ziemi.
Jeśli szukasz naturalnego nawozu – polecam liście herbaciane – tak, fusy, pokrzywę i mlecz (mniszek lekarski). Dostarczą twoim roślinom miedzi, azotu, żelaza, potatu i manganu oraz soli mineralnych. Uwaga do pokrzywy – garść ściętych liści należy zalać dwiema szklankami wrzątku i macerować tak dwa tygodnie.

Usuwanie szkodników

Zdarzyć się może że nasze wychuchane ziółka napadną brutalni barbarzyńcy świata roślin którzy z chęcią doprowadzą naszą rabatkę do ruiny. Mam na myśli wszelkiego rodzaju mszyce, pchełki, gąsienice i inne stwory.
Natura wyposażyła świat zanim jeszcze człowiek wpadł na pomysł stosowania środków owadobójczych w niezbędne substancje którymi można się takich najeźdźców pozbyć. I tak:
Liście bzu czarnego doskonałe są na mszyce. 200g liści należy zalać dwiema szklankami wody i gotować pół godziny, mieszając. Następnie w szklance wody rozpuść łyżeczkę płynu do mycia naczyń lub płatków mydlanych i zmieszaj z wywarem i spryskuj zaatakowane miejsca.
Liście rabarbaru, rumianek – jak powyżej
Ząbki czosnku – na mszyce, rozmieszaj dwa rozgniecione ząbki ze szklanką wody.
Liście piołunu – na pchełki, gąsienice i mszyce – zaparz liście podobnie jak bzu czarnego, ale rozcieńcz w 2 szkladnkach wody. Stosuj tylko na duże rośliny bo ma działanie toksyczne (hmm.. to chyba dlatego jest tak popularny w Szwajcarii gdzie produkują z niego Absynt zakazany w innych krajach)

Zdrowa dieta