Zakwaszenie organizmu – dlaczego jest groźne i skąd się bierze?
Dziś o równowadze kwasowo-zasadowej oraz o tym, jak bardzo jest ważna dla naszego zdrowia – i życia. Temat ten jest zupełnie pomijany we wszystkich artykułach na temat zdrowia i zdrowego stylu życia, osobiście nie znalazłem nawet jednego tekstu w dziale ze zdrowiem dowolnego pisma kobiecego na ten temat. A szkoda – bo zachwiana równowaga kwasowo-zasadowa powoduje mnóstwo chorób i sprawia że ludzie czują się po prostu źle.
Co to jest równowaga kwasowo-zasadowa?
Kwasy i zasady to dwa przeciwieństwa. To czy jakaś substancja jest kwasem czy zasadą, czy może jest obojętna opisuje wskaźnik potencjału wodorowego opisywany skrótem pH. Czysta woda w temp. 25 stopni ma pH równe 7. O jonach wodorowych i wodorotlenowych nie będę przynudzał – wystarczy, że powiem, że jeśli coś ma pH mniejsze niż 7 to znaczy, że ma odczyn kwasowy, a jeśli większe niż 7 – odczyn zasadowy.
Krew ludzka ma pH 7,4 – jest lekko alkaliczna (zasadowa) i taką jej równowagę należy utrzymywać. W takim środowisku wszystkie procesy fizyko-chemiczne zachodzące w ludzkim ciele przebiegają optymalnie. Jeśli pH krwi spadnie poniżej 6,9 pH (kwasica) albo wzrośnie do 7,9 (zasadowica) człowiek umiera. To podobnie jak z temperaturą ciała – najlepsza to 36,6 stopnia Celsjusza – niższa to wyziębienie, wyższa to gorączka, które, gdy trwają długo – mają zgubny wpływ na organizm.
Objawy zakwaszenia
Jeśli budzimy się rano ze złym samopoczuciem, jeśli ciągle jesteśmy niewyspani, życie od rana wydaje się nam dość ponure, jeśli miewamy nieokreślone bóle głowy, czasem jakieś skłonności do apatii to jest to dowód przekwaszenia organizmu. To tylko fragment objawów, dlatego warto jest sprawdzić czy nasz organizm nie jest zakwaszony.
W przypadku zakwaszenia organizmu kwaśny staje się również mocz, dlatego najpopularniejszym sposobem badania kwasowości organizmu jest… sikanie na papierki lakmusowe (do kupiena w każdej aptece), a później porównywanie wyniku ze skalą kolorów. Kwaśny mocz ma swoje zalety – przy pH poniżej 5 hamuje rozwój wszystkich bakterii w układzie moczowym. Ta właściwość wykorzystywana jest też w przetwórstwie spożywczym. Na przykład do kiszenia ogórków i kapusty:)
Lista objawów zakwaszenia jest dużo większa, a główną przyczyną tego stanu rzeczy jest nadmierne spożywanie produktów zakwaszających.
Co zakwasza, a co alkalizuje?
Organizm zakwasza to, co w dziejszym świecie cywilizowanym zjada się w ogromnych ilościach: wszystkie produkty zwierzęce (mięso, jajka, nabiał – z wyjątkiem mleka i tłuszczów), przetwory mączne, kasze, chleb, cukier, kawa, herbata (z wyjątkiem zielonej), alkohol, wszystkie napoje gazowane. Ponieważ tłuszcze są obojętne, to mięso chude bardziej zakwasza niż mięso tłuste.
Zasadowo działają natomiast wszystkie warzywa i niektóre owoce. Najsilniej – buraki, czarne porzeczki, cytryny, wiśnie, marchew i śliwki. Wyjątkiem jest groch, który zakwasza.
Jak przyrządzać posiłki zachowując równowagę alkaliczną?
To trudne. Głównie z tego powodu, że indeksy kwasowości są znacznie wyższe w mięsie niż ich „przeciwieństwo” w roślinach. Czyli trudniej neutralizować kwas z mięsa zasadami z warzyw. Np. 100g wieprzowiny ma indeks 286, i żeby go zrównoważyć burakami (które mają indeks zasadowy 89) trzeba by dać ponad 3x więcej buraków do tej potrawy. 100g śledzia (115) trzeba zneutralizować aż 2,3kg (!!!) cebuli (ma indeks zasadowy 5). Hmmm.. takiej porcji śledzia w cebuli chyba bym nie zjadł..
Czy więc budowanie zrównoważonych posiłków jest w ogóle możliwe? Dlatego jeśli chodzi o nawyk żywieniowy (a nie o dietę, która może być stosowana krótko) ja preferuję dietę wysokotłuszczową. Oliwa z oliwek alkalizuje, a tłuszcz zwierzęcy (smalec) jest obojętny. Z dodatkiem warzyw, można zrobić sycący posiłek, który zachowuje rówowagę.
Możesz też przejść na dietę wegetariańską, bo ona doskonale alkalizuje, z uwagi na brak mięsa. Niektórzy uważają, że słowo „jarosz” pochodzi od słowa „jary” czyli rześki. Stąd opinie wszystkich wegetarian o tym, że bez mięsa człowiek czuje się lepiej – bo zachowuje lekko zasadowy odczyn krwi i całego organizmu.
Jeśli nie pasuje Ci ani tłuszcz ani wegetarianizm możesz jeszcze zjadać…
Sproszkowane skorupki jaj
To przede wszystkim dostarczanie do organizmu sodu, potasu, magnezu i wapnia sprawia, że powstają zasady. I wszystkie warzywa mają te pierwiastki w różnym stężeniu.
Natomiast skorupki kurzych jaj mają ich ogromne ilości! Ważne – to muszą być jaja pochodzące od kur z domowego chowu – bez paszy. Jak je przygotować? Po ugotowaniu jajek zbieramy skorupki i gotujemy je jeszcze przez 10 minut. Następnie wyjmujemy, suszymy i mielimy na drobny pył w młynku do kawy. Wystarczy dodawać tego proszku na czubku noża do codziennego obiadu, a uchronimy organizm przed niedoborem mikroelementów oraz wieloma chorobami. Głównie przez dostarczanie łatwo przyswajalnego wapnia, który organizm pobiera z kości aby zrobić zasady do neutralizacji kwasów (o tym na końcu).
Drożdze, pleśniawki i kandydoza
W naszym ciele miliony różnych bakterii które o ile są w towarzystwie innych – pomagają nam. Ale jeśli na skutek np. terapii antybiotykami, bakterie zostaną zabite – pozostaje jedna znich, która normalnie zasiedla końcowy odcinek przewodu pokarmowego. Nazywa się Candida albicans i gdy nasz układ odpornościowy działa dobrze, jest niegroźna i pomaga trawić cukier, bo jest rodzajem drożdzy. Jeśli Candida się rozrośnie (bo inne organizmy wyginą) – wówczas staje się niszczycielem i wrogiem organizmu. Dodatkowo, jest tak sprytna, że może być jednocześnie i grzybem i bakterią dlatego tak trudno jej się pozbyć.
Drożdże do rozwoju potrzebują ciepła, wilgoci i cukru. Mając na uwadze to o czym pisałem wyżej, lubią środowisko zakwaszone i cukry proste. Nigdy nie rozwiną się w środowisku zasadowym i bez cukru (spróbuj zrobić ciasto drożdzowe bez cukru, np. robiąc zaczyn na soku z cytryny.. :)). Kilka moich znajomych osób cierpiało na różne drożdzaki (charakterystyczny biały język i brzydki zapach z ust) i choć była to walka trudna, to da się ją wygrać za pomocą odkwaszenia organizmu. Jeżeli interesuje Cię temat kandydozy, polecam Ci ten artykuł.
Czy cytryna jest kwaśna?
Na koniec, kilka ciekawych informacji, o których nie każdy wie. pH wcale nie zależy od smaku. Nie każdy wie, że cytryna – choć smakuje kwaśno – działa alkalizująco. Inne cytrusy także – bo za kwaśny smak odpowiada niska zawartość cukrów, oraz witamina C i sole różnych kwasów. Np w pomidorach, ananasach czy cytrusach jest kwas cytrynowy, w jabłkach, pomidorach i śliwkach – kwas jabłkowy, w winogronach – kwas winowy, w truskawkach i wielu zielonych warzywach – kwas szczawiowy.
Po spaleniu większości takich kwasów powstają zasady, które alkalizują płyny ustrojowe. Z kolei coca-cola – choć słodka – ma odczyn pH 2 (to tyle samo ile kwas solny w żołądku!) – jest silnie zakwaszająca. Czasem lekarze zalecają ją na bóle brzucha u dzieci :)
Są pewne rodzaje soli kuchennych jak np. Sól Ciechocińska, które mają sporo „zasadowych” pierwiastków sprzyjających odkwaszaniu. To z tego powodu woda z ogórków kiszonych osolona taką solą staje się dobrym sposobem na sensacje poalkoholowe, podobnie jak krynicka woda Jan czy Zuber.
Organizm do pewnego momentu umie samodzielnie chronić się przed wysokim zakwaszeniem. Używa tzw. buforu wapniowego – pobiera wapń z kości i zębów, tworzy zasady i samodzielnie neutralizuje kwasy. Nie może tego robić w nieskończoność i stąd pojawiają się choroby reumatoidalne oraz osteoporoza, dlatego sproszkowane skorupki jaj są tutaj tak pomocne.
Jeśli szukasz takiego specyfiku, który by raz na zawsze odkwasił Twój organizm to niestety – nie da się tego załatwić „jednorazowo”. Są różne proszki alkalizujące, ale bez wyraźnej zmiany sposobu odżywiania (albo choć włączenia skorupek z jajek do diety), trudno będzie Ci utrzymać równowagę kwasowo-zasadową. Niestety, postęp cywilizacyjny sprawia, że ludzie permanentnie i stale zakwaszają swój organizm jedząc kwasotwórcze posiłki, co powoduje dyskomfort i podatność na choroby. Niestety, ludzie „zachodu” jedzą coraz więcej mięsa (i to chudego, bo jest „zdrowsze”), cukru i przetworzonej żywności. Zobacz, gdzie jest więcej otyłych: w USA, czy wśród Eskimosów na Grenlandii?
A na koniec: zakwaszenie nie występuje zupełnie u drapieżników, choć przecież zjadają wyłącznie mięso. Ale… zjadają swoje ofiary w całości – również z kośćmi, gdzie jest magazyn silnie alkalizujących mikroelementów.
Mam nadzieję, że zaczniesz zwracać teraz większą uwagę na to, co masz na talerzu. To już udowodnione, że osoby z zachowaną równowagą kwasowo-zasadową są przyjemniejsze dla otoczenia, radosne i pełne energii. Napisz mi komentarz, jeśli coś z tego tekstu było dla Ciebie szczególnie interesujące!


Artykuł jest interesujacy.Czytałam na ten temat wiele publikacji,artykułów.Przydatna lektura dla ludzi ze stwierdzoną osteotenią ew.osteoporozą.
Super-dziękuję
bardzo interesujące
bardzo dobre wiadomości-dziekuje
Fajny artykuł i ciekawe porady. Z pewnością je wykorzystam, zwłaszcza teraz, kiedy wiem jak ważna jest równowaga kwasowo-zasadowa. Będę zwracała większą uwagę na to, co jem :)
najlepsza z tego była lista pokarmów zakwaszającyh i alkalizujących. Niektóre mnie zaskoczyły :)
Fakt. Dla wielu ludzi dziwna jest kwaśna cytryna, która działa alkalizująco, oraz coca cola, która silnie zakwasza. Kiedyś czytałem w jakimś podręczniku akademickim o tym, jak szybko dokonują się zmiany w tętnicach kiedy krew jest zakwaszona. Uszkodzeniu ulegają zastawki żylne oraz ścianki naczyń krwionośnych bo działa na nie kwas. W efekcie, muszą się „uszczelniać” a to może spowodować złogi i zatory – to jeden z czynników odpowiedzialnych za miażdżycę. Na marginesie, pierwszym i najważniejszym są wolne rodniki, a nie jak się powszechnie propaguje – cholesterol. W uproszczeniu, cholesterol pojawia się w tętnicach właśnie po to, aby ratować i naprawiać (uszczelniać) komórki (błonę biologiczną).
bardzo interesujące
Bardzo ciekawy artykuł
Bardzo dobry artykuł, dziękuję. Dwa dni temu usłyszałam po raz pierwszy o zakwaszeniu organizmu i tak od tej pory szperam po necie i czytam na ten temat różne informacje. A dzisiaj znajduję w mailu od Pana TEN właśnie artykuł :)….
To takie zebranie tego o czym czytałam. Szkoda, że nieświadomie czynimy sobie tyle złego, bo przecież o TYM powinno się wiedzieć, i albo się do tego stosować albo świadomie „mieć to gdzieś”.
Super artykul. Slyszalam takze sok z cytryny powinno pic sie co rano przed pierwszym posilkiem. Neutralizuje on wszelki, niestrawiony pokarm z poprzedniego dnia, utrzymujac zasadowe srodowisko, ta dieta jest nawet w stanie uchronic przed rakiem
@Renata: z tym trawieniem resztek za pomocą cytryny to raczej mit. Pamiętaj, że w kwas w żołądku jest po to, żeby „rozpuścić” pokarm. Zasady nie są tak skuteczne jak kwas solny. Natomiast sok cytrynowy naczczo pobudza soki trawienne (kwas cytrynowy), stąd prawdopodobnie rodowód tego o czym piszesz. Natomiast faktem jest, że cytryna ma zbawienny wpływ na równowagę kwasowo-zasadową w naszym ciele.
Dziekuje za skorygowanie mojej informacji.
wielkie dzięki,dużo się dowiedziałam.
Jestem po rehabilitacji w Ciechocinku, korzystalam z cudnej diety CORO- antymiazdzycowa, 1.500 kalorii. Dlaczego taki wybor? Po prostu ujal mnie piekny zestaw roznych kolorow na talerzu, wcale nie musialam sie odchudzac, bo wazylam 53 a teraz 51 kg. Skorzystalam z okazji, bo w domu nie jestem w stanie przygotowac sobie az tyle surowek naraz, do tego bylo tylko bialko bez ziemniakow. Powiem, ze przez 4 tyg. czulam sie wspaniale, nie bylo zadnej zgagi, odbijania, trawienie super, do tego jeszcze lekkosc poruszania.
Bedac w domu bede starala sie podtrzymac ten styl, jest to z korzyscia
dla naszego zdrowia!
Jestem po rehabilitacji w Ciechocinku, korzystalam z cudnej diety CORO- antymiazdzycowa, 1.500 kalorii. Dlaczego taki wybor? Po prostu ujal mnie piekny zestaw roznych kolorow na talerzu, wcale nie musialam sie odchudzac, bo wazylam 53 a teraz 51 kg. Skorzystalam z okazji, bo w domu nie jestem w stanie przygotowac sobie az tyle surowek naraz, do tego bylo tylko bialko bez ziemniakow. Powiem, ze przez 4 tyg. czulam sie wspaniale, nie bylo zadnej zgagi, odbijania, trawienie super, do tego jeszcze lekkosc poruszania.
Bedac w domu bede starala sie podtrzymac ten styl, jest to z korzyscia
dla naszego zdrowia – polecam!
a ja mam pytanie: ” czy gotowanie ma wpływ na PH warzyw ?”
chyba kupię te papierki lakmusowe ….
Pisze Pan że łatwo zakwasic organizm, a w odwrotna stronę tez tak łatwo mozna sobie zrobić krzywdę?
Bez wątpienia poziom kwasowości/zasadowości się zmienia. Trudno powiedzieć w jaki sposób, bo zależy to między innymi od tego co jeszcze gotujemy w tym samym naczyniu, jaka jest woda (miękka/twarda), czy w garnku jest kamienny osad, czy woda jest osolona itp. Poza tym, wiele kwasów/zasad jest nietrwałych (utleniają się lub dzięki swojej aktywności szybko tworzą sole) a dodatkowo wysoka temperatura (tzw ciepło procesowe) wspomaga procesy chemiczne.
Łatwo zakwasić organizm, ponieważ – jak napisałem – większość pokarmów spożywanych przez ludzi ma wysokie indeksy kwasowe (alkohol, cukier, białko) zaś warzywa mają relatywnie niskie indeksy zasadowe (porównałem to w śledziach z cebulą). Oznacza to tym samym, że bardzo trudno jest „przegiąć” w drugą stronę tj. maksymalnie zalkalizować organizm ponieważ ilość spożywanych pokarmów roślinnych musiałaby być bardzo duża.
Nie mniej jednak alkalizacja groźna dla zdrowia może się wydarzyć. Pamiętam opowiadania mojego szwagra, który jest rehabilitantem-masażystą w pobliskiej Krynicy Zdroju, o osobach, które przy 2-3 tygodniowych pobytach sanatoryjnych chciały „na zapas” napić się wody Zuber. Prowadziły – wbrew zaleceniom lekarza – dietę głodówkową i dużo piły Zubra, który tworzy dużo zasad. W efekcie kończyły z objawami zasadowicy.
Wpadłam aby przestudiować przepis na biszkopta, gdyż frapował mnie jego rzut o podłogę. Tymczasem dodatkowo znalazłam arcyciekawy artykuł w temacie, który gnębił mnie od niedawna. Nigdzie nie przeczytałam tak jasno wytłumaczonego problemu i pokazanego w logiczny sposób. Dziękuję, bo tylko tak mogę wyrazić wdzięczność!
Witam, już mam naprawiony komputer i śmiało komentarze mogę wysyłać – już nie znikną.
Chcę na poprzedni temat o zasadowych i kwaśnych produktach. Zmierzam do tego, że zamiast sporządzać swoje mielone skorupki z jaj lepiej kupić OSTEOVIS Calcium + D3 – Suplement diety. Te tabletki są z oryginalnych skorupek jaj, przebadane na nie/obecność salmonelli oraz pochodzą od kur z wychowu pozaklatkowego. W opakowaniu jest 60 tabletek (na 2 miesiące) i u producenta kosztuje 10,00 zł + przesyłka np. 5 sztuk opakowań – 13,00 zł.
Także w niektórych sklepach ze zdrową żywnością można nabyć, ale zbyt mało rozreklamowane, więc niejednokrotnie nie wiedzą o istnieniu tych tabletek.
Podaję Ci producenta: Zakłady Chemiczno-Farmaceutyczne „VIS” Sp. z o.o., ul. św. Elżbiety 6a, 41-905 Bytom. „Wyguglujesz” sobie stronę i nawet telefonicznie można zamówić. Polecam, przynajmniej masz gwarancję, że te skorupki są takie, jak mają być.
Wkrótce prześlę przepis na mój „inny” barszcz ukraiński – szybki a la Ela z osobnymi „szturanymi” acz pysznymi ziemniaczkami z cebulką.
No i może coś jeszcze mi się przypomni.
Bardzo Ci dziękuję za Twoje przekazy – jestem Ci wdzięczna. Oczywiście swoim „ludziom” porozsyłałam informacje o Twoim Newsletterze.
Z pozdrowieniami – Ela Bilska
bardzo interesujące
Ciekawy i pomocny artykuł. Jednak nic nie wspomniałeś o związkach ketonowych, które są wskaźnikiem stanu zakwaszenia organizmu tzw. kwasicy metabolicznej. To m.in. grozi diabetykom, którzy mają niewłaściwie zbilansowaną dawkę insuliny do spożywanych pokarmów i vice versa. Kwasica metaboliczna jest bardzo niebezpiecznym zjawiskiem, które utrzymujące się długo prowadzi do poważnych zaburzeń funkcjonowania całego organizmu. Związki ketonowe powstają również podczas długotrwałego odchudzania i niedoboru pożywienia- co też jest warte wspomnienia.
Iwono, rzeczywiście nie ująłem tematu ciał ketonowych we krwi – ale zrobiłem to świadomie bo temat ten jest bardzo rozległy, zwłaszcza w temacie obalenia mitu, jakoby ketoza była stanem niepożądanym u osoby bez schorzeń metabolicznych (cukrzyca). Ketony istotnie pojawiają się we krwi cukrzyków oraz w sytuacjach głodu. Choć nie do końca. Ketony nie powstają wówczas, kiedy w metaboliźmie biorą udział węglowodany. Wyeliminowanie węglowodanów (czyli dieta bogada w tłuszcz i białko) sprawia, że pojawiają się ciała ketonowe – mimo, iż organizm nie odczuwa głodu ketony są wytwarzane (w wątrobie).
To takie sprytne wyjście natury z sytuacji, gdy dostępny jest tylko jeden rodzaj pożywienia (np. tak jak u Eskimosów, którzy nie mają dostępu do węglowodanów). Ciała ketonowe umożliwiają wyzwalanie energii w komórkach ciała. Są jedyną substancją poza glukozą, która może odżywiać mózg. Ketoza metaboliczna u niecukrzyków jest zjawiskiem pożądanym, mało tego – była zjawiskiem naturalnym dla człowieka i wszystkich zwierząt mięsożernych. To „cywilizowane czasy” sprawiły, że nasze organizmy odeszły od tego wzorca do stanu sytości (czasem permanentnej sytości) uzyskiwanej za pomocą diet bogatych w cukier i węglowodany. Tak na prawdę to ketoza utrzymywana na stabilnym poziomie za pomocą nawyków żywieniowych sprawia, że ludzie mogą być szczupli i pełni energii bez odwoływania się do aktywności fizycznej. Przyjmuje się, że przyjmowanie 6 jednostek chlebowych (ok 70g węglowodanów na dobę) jest wystarczające dla poprawnego przebiegu procesów krwiotwórczych a jednocześnie utrzymuje ciało w stanie lekkiej ketozy.
Dziękuję Ci za wspomnienie o tym zjawisku. Postaram się wkrótce napisać o tym coś więcej :)
Bardzo interesujący artykuł. Te informacje były mi potrzebne :)))))
Cieszę się, że temat został ujety przystępnie i rzeczowo, jestem pod wrażeniem :)))))
Woda? Alkaliczna zjonizowana woda, do picia,mycia, gotowania, prania, płukania itd.
Czy używanie takiej wody np do picia o ph 9 i współczynniku redox -400, pomoże w utrzymaniu zasadowości organizmu?
@Sylu: istotnie, użycie wody o takich parametrach pomoże zalkalizować organizm, jednak pod warunkiem, że woda nie będzie gotowana, ponieważ wówczas straci na wskaźniku REDOX. Osobiście jednak ostrożnie podchodzę do spożycia wody jonizowanej „sztucznie” tzn za pomocą modnych ostatnimi czasy urządzeń do jonizacji wody. Człowiek od początku swojej historii częściej pił wodę gruntową i rzeczną niż deszczówkę (która była jonizowana przez wyładowania atmosferyczne a nie „sztucznie”).
Dla wyjaśnienia – redox to wskaźnik przedstawiający potencjał antyoksydacyjny wody i prezentowany jest w miliVoltach (mV) od minus 900 do plus 900. Woda obojętna ma 0mV. Niektóre badania mówią, że „zdrowa” woda o właściwościach uzdrawiających ma wskaźnik ujemny, a ta „szkodliwa” dodatni. Trudno jest zbadać jaki wskaźnik REDOX ma woda którą pijesz bo potrzebny jest do tego specjalny miernik ORP.
Generalnie chodzi o to, że gdy w naszym organiźmie pojawiają się jakieś wolne rodniki ta woda pomaga je zneutralizować. Oto przykład wolnego rodnika: promienie ultrafioletowe ze słońca rozbijają cząsteczki tlenu O2 na dwa. Wówczas, tlen (O1) który znajduje się w powietrzu (w niewielkich ilościach, ale jednak), w naszych płucach łączy się z atomem wodoru pochodzącym z pary wodnej (H2O) i powstają dwa rodniki wodorotlenowe (OH). Ponieważ substancja ta jest niestablina chemicznie, będzie poszukiwać wolnego elektronu, z którym może się połaczyć. Kiedy znajdzie go w którejś z naszych komórek – wówczas następuje jej uszkodzenie. W taki sposób początkowany jest najszczęściej proces nowotworowy lub starzenie komórek.
Woda, której wskaźnik redox wynosi -500 zawiera więcej atomów wodoru (np. H3o), dzięki czemu potrafi „związać” wolne rodniki – w powyższym przykładzie dodatkowy jon wodorowy dołączy się do rodnika wodorotlenowego i powstanie ponownie woda/para wodna H2O.
Mimo to, ja osobiście nie jestem przekonany do spożywania wody specjalnie jonizowanej z powodów, o których już wcześniej wspomniałem, a w wielu przypadkach wskaźnik REDOX wykorzystywany jest przez firmy (głównie z branży MLM) tylko po to, aby na tym zarobić.
Dziękuje za odpowiedz, myślę że sama różnica między wodą alkalizowaną powiedzmy o ph 9,5 i ORP -500 (oczywiście można to sprawdzić samodzielnie) a coca colą gdzie ph 2 i orp +500 daje do myślenia.
Oczywiście nie jestem sprzedawcą jonizatorów, raczej zastanawiam się nad zakupem jakiegoś (kupiłem już taki prosty) muszę wykonać pomiary ph metrem i sam na sobie to przetestować :).
Raz jeszcze dziękuje odp.
@Sylu: oczywiście, że każdy napój przetworzony (nie tylko coca-cola – nawet napój izotoniczny) będzie miał dodatnie ORP. W zasadzie tylko czysta woda która została poddana jonizacji będzie miała ujemne. Przekazywanie elektronów odbywa się cały czas więc wskaźnik ten będzie z czasem zmierzał do zera, a po dodaniu innych pierwiastków może być dodatni. W moim przekonaniu woda źródlana lub ze studni jeśli jest świeża, ma lepsze parametry ORP niż kranówka dodatkowo jonizowana. Badań nad tym nie prowadziłem, to tylko moje domniemania fizyko-chemiczne.
Artykuł super . Jednak natknęłam się na informacje z innego źródła, że nie powinno się gotować skorupek jaj tylko dokładnie umyć.Wysoka temperatura powoduje bowiem rozpad przyswajalnego wapnia organicznego na nieprzyswajalny wapń nieorganiczny, więc skorupek nie można gotować., Podaję link do źródła
http://www.bioslone.pl/wapn-ze-skorupek-jaj
Ja troche odbiegne od tematu, co Mistrz mysli o jonizowaniu powietrza? Sa w sprzedazy roznego rodzaju urzadzonka do tego typu procesu. Na ile warto w takie cuda sie zaopatrzyc ? Pozdrawiam
Andrzeju, „Mistrz” jest ciągle uczniem, i to bez tyułów naukowych :)
Jeśli chodzi o jonizatory powietrza, kiedyś miałem dość intensywną przygodę z takim urządzeniem, bodaj firmy Bioptron (zepter). Oto moje spostrzeżenia, które poczyniłem po wcześniejszej analizie tematu.
Istotna jest jedna, bardzo ważna różnica. Mówimy o jonizatorze powietrza, a nie „OZONizatorze” – urządzeniu, które produkuje ozon. Jakieś 10-15 lat temu w Polsce bardzo popularne były bary tlenowe, w których ludzie mogli się inhalować ozonem. Ozon, aktywny tlen z dodatkowym jonem – zamiast dwóch cząsteczek (O2) ma trzy (O3). Nie od dziś wiadomo, że wystawianie się na duże dawki ozonu jest szkodliwe dla zdrowia (to swoisty wolny rodnik – w organiźmie, po spaleniu tlenu (wiązanie z węglem tworzy DWUtlenek węgla) pozostaje jeden aktywny jon tlenu, który musi się „z kimś” sparować i może prowadzić do uszkodzeń komórek lub tworzenia nienaturalnych lub toksycznych tlenków w procesie oddychania komórkowego związków chemicznych (nawet czadu CO). Ozonizatory odradzałbym każdemu i jeśli myślisz o nawilżaczu powietrza, to lepiej żeby to był taki bez ozonizatora.
Druga sprawa to jonizacja.
Nie ma wyraźnych faktów, które jednoznacznie stwierdzają, że powietrze jonizowane ujemnie w taki to a taki sposób ma taki to a taki wpływ. Jest to raczej pogląd czy opinia powstała na podstawie przesłanek np. ludzie w górach, przy wodospadzie czy nad morzem lub w lesie (gdzie powierze ma więcej jonów ujemnych) czują się lepiej niż w mieście czy na pustyni. O ile znamy to zjawisko ze strony fizyko-chemicznej a nawet biochemicznej, o tyle wpływ biologiczny i fizjologiczny ciągle jest jedynie przypuszczeniem. Dobra (choć nieco naukowa) rozprawa na ten temat jest tutaj (nie do kupienia niestety, ale dostępna w wielu bibliotekach, niekoniecznie uniwersyteckich)
Okazuje się, że jony powstałe na skutek rozerwania cząsteczki wody (deszcz, wodospad, sztorm, nawilżacz powietrza) mają lepszą zdolność do przenikania do ciała człowieka (również przez układ oddechowy) i wywoływania pożądanych efektów (zaobserwowano działanie wzmocnienia układu odpornościowego) niż te które wyzwalane są elektrycznie (głównie przez jonizatory ostrzowe – w których z płytki „najeżonej” ostrzami lub igłami przeskakują iskry – małe „pioruny” rozbijając w ten sposób cząstki powietrza, tak jak dzieje się to podczas burzy). Tę właściwość wody – a dokładniej jej rozpylania w powietrzu – zaobserwował Philipp Lenard, który zauważył że przy rozbijaniu kropli wody na części, mniejsza z nich uzyskuje ładunek ujemny. Podczas deszczu czy przy fontannie ten proces dzieje się miliony razy na godzinę, więc ilość ładunków ujemnych w powietrzu jest wysoka – i czujemy się lepiej niż w „czystym” suchym powietrzu pustyni czy wybetonowanym centrum miasta.
Podczas jonizacji elektrycznej również wytwarza się ozon (w przypadku dobrych jonizatorów jest go niewiele) jednak powstają naładowane ujemnie jony różnych pierwiastków, ponieważ powietrze składa się z różnych gazów (a że tlenu jest najwięcej, powstaje tównież najwięcej tlenków np tlenków azotu czy nawet węgla – czadu). Stąd jonizatory elektryczne – choć najpopularniejsze – mają najwięcej skutków ubocznych.
Gdybym musiał jakiś wybrać to osobiście nie kupowałbym jonizatora elektrycznego ale termoemisyjny ponieważ nie emituje ozonu ani tlenków. Działa na zupełnie innej zasadzie a jego efektem jest rozbijanie cząsteczek wody (pary wodnej) w powietrzu (bo ileś tam procent jej w nim jest). Jony wytwarzane elektrycznie mają „krótszą” żywotność – zaraz po opuszczeniu jonizatora zmierzają do najbliższej rzeczy, naładowanej dodatnio, stąd w pobliżu takiego jonizatora zawsze jest pełno kurzu i brudu (na meblach, ścianie itp). Ten „myk” wykorzystują sprzedawcy właśnie po to, aby pokazać jak jonizator oczyszcza powietrze, co wcale nie jest zgodne z prawdą.
Napisałem: gdybym musiał – bo nigdy go nie kupię. Z prostej przyczyny: jonizacja która jest wytwarza sztucznie (nawet najlepszą znaną technologią) ma zupłenie inną charakterystykę niż ta która codziennie odbywa się w przyrodzie podczas deszczu, burzy, spływu wody w górskim potoku albo… w toalecie czy podczas prysznica. Inna rzecz, że mieszkam w miejscu, które nie jest narażone na duże zanieczyszczenia, relatywnie blisko dużych lasów.