Szpinak – zdrowy, czy szkodliwy?

Na mojej grządce zawsze jest miejsce na szpinak. Lubię dodać kilka listków na każdą zapiekankę, ale najczęściej zwyczajnie go szybko smażę ze skwarkami i podaję ze świeżo wyciśniętym czosnkiem oraz – w wersji ostrzejszej – odrobiną siekanego chili lub ostrej papryki. Podobnie przyrządzam też młode liście mniszka lekarskiego (mlecza), ale dzisiejszy wpis jest o szpinaku i na nim się skupię.

Czy szpinak jest zdrowy?

Powszechnie twierdzi się, że szpinak jest zdrowy. Ba, w kulturze masowej, dzięki marynarzowi Popeye’owi stał się nawet źródłem wielkiej siły fizycznej. Niestety – jest bardzo niskokaloryczny (większość jego masy to woda) więc siły z niego nie będzie. Jeśli zaś chodzi o kwestie prozdrowotne – szpinak owszem, zawiera kwas foliowy oraz witaminy C, A i E. Te dwie ostatnie przyswajane są w obecności tłuszczów więc spożywanie szpinaku bez tłuszczu nie jest zbyt logiczne.

Niby zdrowy ale jednak niedostępny

Większość mikroelementów zawartych w szpinaku – a jest ich tam całkiem sporo – jest w postaci związanej z innymi substancjami chemicznymi, przez co organizm ludzki praktycznie nie jest w stanie ich przyswoić, nawet po obróbce kulinarnej. W efekcie dochodzi do paradoksów: np. choć roślina ma dużo wapnia to przyswajamy go niewiele. Uboższe w te pierwiastki pokarmy (mięso czy mleko), choć mają tych mikroelementów zdecydowanie mniej – przyswajane są w większości – w efekcie spożywając przykładowo mleko człowiek zyskuje 16 razy więcej wapnia niż z teoretycznie „bogatszego” weń szpinaku. Podobnie jest z innymi mikroelementami zawartymi w szpinaku.

Dodatkowo – szpinak, (wbrew obiegowej opinii, którą media powielają bez sprawdzenia) – wcale nie jest bogatym źródłem żelaza. Badania wykonane w 2010 roku bezdyskusyjnie to potwierdziły. Do wcześniejszych badań (z 1870 roku) wkradł się błąd (przesunięcie przecinka o rząd wielkości), który przez ponad półtora wieku powtarzano. W rzeczywistości szpinak ma 10 razy mniej żelaza niż powszechnie sądzono.

Surowy czy gotowany?

Szpinak można jeść w każdej postaci, jednak zdrowszy jest gotowany (albo duszony) i podany z tłuszczem. Choć traci sporo cennych składników, traci wówczas także szczawiany, które nie mają dobrego wpływu na nasz organizm (więcej o tym za chwilę). Z uwagi na trawienie witamin rozpuszczalnych w tłuszczach najlepiej jest rozgrzać oliwę lub olej, wrzucić świeże liście szpinaku (będą „strzelać” i się marszczyć) – ja preferuję tłuszcz wytopiony ze słoniny, razem ze skwarkami.

Szpinak może powodować rozwój kamicy nerkowej

Szpinak ma jedną, fundamentalną wadę. Poza witaminami, potasem, wapniem, magnezem, sodem, żelazem i fosforem oraz solami mineralnymi zawiera duże ilości szczawianów przez co może (przy dużym i regularnym spożyciu) utrudniać wchłanianie wapnia, a nawet prowokować powstawanie kamieni nerkowych. W jaki sposób?

Ciągle powszechnym jest podawanie szpinaku w formie mlecznej papki. To wielki błąd. Nie powinno łączyć się z mlekiem, ponieważ kwas szczawiowy połączony z wapniem tworzy szczawian wapnia – a ta substancja nie dość, że przyczynia się do powstawania kamieni nerkowych, to jeszcze jest
trudno usuwalna z naszego ciała.

Dla kogo szpinak jest niewskazany?

Z uwagi na wysoką obecność szczawianów szpinaku nie powinny jeść osoby chore na choroby reumatyczne, zapalenie stawów, kamienie nerkowe, dnę moczanową czy nadkwasotę. Szpinak utrudnia też przyswajanie jodu więc unikać go muszą również osoby z chorą tarczycą. Niewiele osób wie, że szpinak jest także silnym alergenem.

Ciekawostki:

Wysuszonych liścii szpinaku używano do produkcji ogni sztucznych oraz zapałek (zamiast siarki na ich czubku), a dzisiaj ciągle uzyskuje się z niego zielony barwnik, który dodaje się do lodów (pistacjowych i miętowych).

Jeśli masz jakiś ciekawy pomysł na podanie szpinaku – proszę Cię, napisz komentarz poniżej, to się może przydać innym!

Zdrowa dieta