Niedoczynność tarczycy – najważniejsza rzecz, której nie wiesz!

Różne szacunki podają że co piąty a nawet co czwarty Polak ma problemy z tarczycą. Tak czy inaczej – osób z chorą tarczycą w Polsce jest dużo i raczej ich przybywa niż ubywa. Najgorsze jest to, że ponad połowa rodaków zupełnie nie zdaje sobie sprawy z tego, że ich tarczyca jest zagrożona.

Jak to działa i po co mi tarczyca?

Tarczyca jest organem produkującym kilka hormonów „na rozkaz” innych organów produkujących hormony – przysadki mózgowej i podwzgórza. Podwzgórze produkuje hormon TRH, który informuje przysadkę, aby produkowała hormon TSH. Rozkazy zakodowane w hormonie TSH wysyłane są do tarczycy, aby ta produkowała hormony T4 i T3 odpowiedniej dla sytuacji ilości.

Z kolei każda komórka twojego ciała ma receptory wrażliwe te hormony, dzięki czemu ten sposób można sterować funkcjami każdej komórki i całych organów. Całość tej relacji nazywana jest osią podwzgórze-przysadka-tarczyca.

Cały mechanizm regulacyjny działa w oparciu o tzw. ujemne sprzężenie zwrotne. Bardziej po ludzku wygląda to tak:

  1. wysoki poziom hormonów produktowanych przez tarczycę (T4 i T3) hamuje pracę przysadki i podwzgórza,
  2. podwzgórze wydziela mniej hormonu THR do przysadki i hamuje jej pracę
  3. przysadka wydziela mniej hormonu TSH i hamuje pracę tarczycy
  4. tarczyca wydziela mniej hormonów T4 i T3
  5. kiedy spada ilość hormonów T4 i T3 podwzgórze zaczyna produkować więcej hormonu TRH
  6. gdy rośnie TRH przysadka zaczyna produkować więcej TSH
  7. więcej TSH każe tarczycy produkować więcej T4 i T3.

Gdzie działają hormony tarczycy?

Hormony tarczycy przede wszystkim działają w mózgu, układzie pokarmowym, krwionośnym, metaboliźmie kostnym oraz czerwonych krwinek, funkcji wątroby i pęcherzyka żółciowego. Pełni także istotną funkcję w metaboliźmie glukozy, tłuszczów, cholesterolu, białek oraz produkcji hormonów sterydowych i procesie termoregulacji.

Wymieniłem tylko te ważniejsze funkcje (bo jest ich znacznie więcej) po to, aby łatwiej było Ci odpasować je do objawów, które wymienię za chwilę. To właśnie z tego powodu osoby chore niedoczynność tarczycy cierpią na tak szeroki zespół chorób – od przyrostu wagi, łamliwości kości, przez hiperlipidemię i utratę włosów na uczuciu zimna kończąc.

Można by powiedzieć, że tarczyca – choć maleńka (ma raptem 20-30 gramów) jest w zasadzie skrzynią biegów w skomplikowanym samochodzie zwanym człowiekiem.

Zagadnienie jest dobrze opisane od strony biochemicznej oraz fizjologicznej na stronie Zakładu Medycyny Nuklearnej z Grudziądza. Jeśli nie lubisz chemicznego bełkotu pomiń fragmenty z pierwiastkami i związkami chemicznymi a i tak sporo się dowiesz na temat działania tarczycy oraz przypadłości i chorób z nią związanych.

Tarczyca - umiejscowienie na szyi

Niedoczynność tarczycy

Najczęstszym schorzeniem tarczycy jest jej niedoczynność. Innymi słowy – nie wyrabia z produkcją hormonów tarczycy. Szacuje się, że 10% kobiet po 60 roku życia ma kliniczne objawy niedoczynności tarczycy. Najgorsze jest to, że w tym przypadku objawy (o których poniżej) są – zarówno przez lekarzy jak i środowisko chorej – przypisywane „zwyczajowym” efektom starzenia się organizmu. Jakie to objawy?

Jakie objawy daje niedoczynność tarczycy?

Najczęściej pojawia się osłabienie siły umysłowej, depresja, demencją, wzrost wagi, suchość skóry, utrata włosów, zmiana barwy głosu, problemy w termoregulacji (nadwrażliwość na zimno, marznięcie), zaparcia, u kobiet nieregularne menstruacje, niepłodność, sztywność i bóle mięsniowe. To kliniczne symptomy. Objawy te dotyczą zarówno kobiet jak i mężczyzn (no, może poza menstruacją) i są w zasadzie niezależne od wieku.

Medycyna konwencjonalna a leczenie niedoczynności tarczycy

Niestety, największym problemem jaki dotyka chorych na niedoczynność tarczycy jest to, że współczesna medycyna w zdecydowanej większości przypadków używa takich metod leczenia, które są zupełnie nieadekwatne i najczęściej nieskuteczne w rozumieniu wyleczenia (przywrócenia prawidłowej funkcji). W jednym ze swoich komentarzy przyrównałem to do sytuacji w której na bolący paluch u nogi zażywa się środek przeciwbólowy, zamiast zdjąć but i wyrzucić kamień, który ten ból powodował. Za chwilę to lepiej zobrazuję.

Jak się leczy osoby z niedoczynnością tarczycy?

Zarówno pacjenci, jak i lekarze wszelkimi sposobami chcą zatrzymać postęp skutków niedoboru hormonów tarczycy i w efekcie odwrócić kierunek choroby tak, aby pacjent wrócił do zdrowia. Próbują to robić na dwa sposoby, za pomocą takich substancji:

  • syntetycznego hormonu tarczycy albo
  • jodu.

Czasem obu na raz, bo chory może potrzebować obu tych związków.

Droga przez mękę

Niestety, ten kto cierpi na niedoczynność tarczycy i miał niewątpliwą przyjemność korzystania ze zdobyczy służby zdrowia (bez znaczenia czy publicznej czy prywatnej, polskiej czy zagranicznej) wie, że taki sposób leczenia kończy się fiaskiem. O ile na krótką metę przynosi pewną ulgę, to jednak nie daje trwałego efektu. Dokładniej oznacza to dożywotnie przyjmowanie syntetycznych hormonów tarczycy. Na marginesie, za chwile dowiesz się, ile tych hormonów się sprzedaje. To daje pewien obraz o ogromie problemu ale i o finansowym potencjale biznesu farmakologicznego w tej kwestii.

Dlaczego tak się dzieje? Gdzie tkwi problem?

Przyczyna tego stanu rzeczy jest znana od dość dawna: to niedoczynność tarczycy, która w zdecydowanej większości przypadków jest powodowana przez chorobę autoimmunologiczną. Jedynie u niewielkiej części chorych problem wynika ze zbyt małej ilości jodu.

Badania pokazały, że 90% osób z niedoczynnością tarczycy produkuje antyciała przeciwko tarczycy (te same wnioski tutaj). Oznacza to, że z jakiegoś powodu organizm uznaje, że należy zniszczyć tarczycę. To sprawia, że istotnie funkcje tarczycy zaczynają zanikać – co owocuje zmniejszoną produkcją hormonów tarczycy i w efekcie – objawami niedoczynności.

Choroba Hashimoto

Autoimmunologiczna forma niedoczynności tarczycy jest nazywana chorobą Hashimoto i należy do najpowszechniejszych form autoimmunologicznych spotykanych na świecie. Te niewielkie badania (ale ciekawe, jeśli ktoś interesuje się chorobami autoimmunologicznymi) pokazują, że w USA czy południowych Włoszech jest to najpowszechniejsza choroba autoimmunologiczna, wyprzedzająca znacznie cukrzycę typu 1.

Czy w Polsce jest podobnie – nie wiem, bo nie spotkałem się z takimi danymi, choć mogę jedynie podejrzewać, że jest podobnie. Wnioskuję tak dlatego, że nie wszyscy ludzie chorzy na chorobę Hashimoto mają jej objawy, natomiast wszyscy mają antyciała przeciw tarczycy (anty-TPO) we krwi, co tłumaczy, dlaczego połowa Polaków, o których pisałem na wstępie nawet nie wie, że choruje na tarczycę.

Teoria spisku?

Teraz będę wywrotowcem, którego część osób albo okrzyknie znachorem, albo wyznawcą teorii spisku. A może wszystkim na raz. Większość lekarzy doskonale wie, że niedoczynność tarczycy to choroba autoimmunologiczna. Ale większość pacjentów tego nie wie, a nawet jeśli coś o tym czytało (zazwyczaj, kiedy dotyka nas choćby grypa, natychmiast poszukujemy informacji u doktora Google, bądźmy szczerzy: przykładem jest także moja strona), to nie umie sobie przełożyć tego z „ichniego na nasze”.

Powody, dla którego lekarze nie tłumaczą tego wszystkiego swoim pacjentom widzę dwa, z czego główny, to fakt, że to by zburzyło ich program leczenia (który opisałem wyżej). To z kolei sprawiłoby, że pacjent przestałby być „klientem” (kto leczy się prywatnie na tarczycę wie ile to kosztuje). Drugim powodem jest to, że pacjenci są na rozmaitym poziomie intelektualnym i merytorycznym więc wymagałoby to od lekarza poświęcenia ogromu czasu na edukację. A na to żaden lekarz nie ma czasu (płaci się im za wizytę, a nie za minuty spędzone przez chorego w gabinecie). Tyle teorii spiskowej.

Biznes?

Syntetyczna forma hormonu T4 to lewotyroksyna (sprzedawana pod różnymi nazwami) w USA znajduje się w pierwszej 100 najczęściej sprzedawanych leków – np. lek Synthroid który ją zawiera, w trzecim kwartale 2012 roku miał sprzedaż na poziomie 185 milionów dolarów (prawie 2,5 miliona opakowań). Przypominam – kwartalnie, i to tylko jeden lek na tarczycę (na liście jest ich kilka np. Victoza, Synthroid czy Ventolin).

Jak to wygląda w Polsce? Ano tak. W 2009 roku do wyboru było 54 leków które sprzedano w 6 milionach opakowań, zaś szacunki na rok 2011 wynosiły 77 milionów złotych. Niestety nie dotarłem do świeższych informacji, ale mam nadzieję, że to wyraźnie pokazuje jak wielki jest to problem oraz jak wielki i chłonny jest to rynek dla firm farmaceutycznych.

Medycyna jest… bezsilna

Teraz inne fakty: medycyna konwencjonalna nie wie, jak skutecznie i trwale leczyć choroby autoimmunologiczne. Zazwyczaj albo używa się albo sterydów albo innych środków immunosupresyjnych (one „ogłuszają” system immunologiczny aby nie atakował „swoich”).

W efekcie uzyskujemy więcej skutków ubocznych, często niszczycielskich jak np. choroby reumatoidalne, stwardnienie rozsiane albo choroba Leśniowskiego-Crohna. Powszechnym objawem przyjmowania leków immunosupresyjnych jest ogólny spadek odporności (na wszystkie choroby, ponieważ świadomie osłabiamy system immunologiczny).

Na szczęście w przypadku choroby Hashimoto konsekwencje takiego leczenia były na tyle „czytelne”, że już nie korzysta się z leków immunosupresyjnych przy jej leczeniu.

Więc jak wygląda leczenie pacjenta z Hashimoto?

Zwyczajnie czeka się, z mniejszą lub większą biernością, aż system immunologiczny całkowicie zniszczy tarczycę, aby można było zakwalifikować pacjenta jako chorego na niedoczynność tarczycy, a później zalecić mu przyjmowanie syntetycznych hormonów tarczycy. Do końca życia, wszak bez nich żyć nie można.

Oczywiście, jeśli w trakcie takiej terapii pacjent zacznie (a zacznie na pewno!) cierpieć na kolejne choroby (wynikające ze złych dawek hormonów lub odporności komórek albo reakcji autoimmunologicznej) np. na tle gospodarki lipidowej (hipercholesterolemia) albo węglowodanowej (cukrzyca), wówczas serwuje się mu kolejne porcje leków albo hormonów (statyny lub insulinę).

Usunięcie tarczycy nie rozwiązuje problemu!

Nawet u osób z usuniętą tarczycą nadal występują objawy choroby autoimmunologicznej. Z czego to wynika? Z tego, że zabieg tyreoidektomii (tak nazywa się chirurgiczne usunięcie tarczycy) jest dość „skomplikowany”. Już wyjaśniam.

Wyobraź sobie, że idziesz ulicą, i wdepniesz w gumę do żucia. Dopiero w domu zauważasz dlaczego jedna noga jakoś „inaczej” stąpała. Więc próbujesz usunąć gumę z podeszwy. Pół biedy, jeśli jest „gładka” – wtedy usuwanie gumy pójdzie łatwo – zeskrobiesz ją nożem i tyle. Ale kiedy but miał perforowaną podeszwę (tak jak np. buty do chodzenia po górach albo tenisówki) wtedy usunięcie całej gumy do żucia jest w zasadzie niemożliwe. I tak pewna jej część pozostanie.

Dokładnie tak samo jest podczas zabiegu usuwania tarczycy. Nie dość, że „obkleja” ona przyległe tkanki, to jeszcze sąsiaduje z bardzo ważnymi organami np. krtanią (nerw krtaniowy). Z tego powodu jej chirurgiczne usunięcie w 100% jest w zasadzie niemożliwe. A skoro jakaś część tarczycy pozostała, to system immunologiczny nadal będzie ją atakował.

Objawowo, a nie przyczynowo

Teraz chyba to jest już jasne, że takie postępowanie jest leczeniem objawowym, a nie przyczynowym. Przykład z kamieniem w bucie obrazuje to najlepiej. Przyczyną niedoczynności jest nieustający atak systemu immunologicznego na tarczycę, więc każde działanie które nie zlikwiduje przyczyny będzie bezsensowne. Jeśli jesteś na tonącej łodzi, możesz próbować wylewać wodę, tylko że to jedynie przedłuży Twoje tonięcie. Skuteczniejsze będzie najpierw zatamowanie przecieku.

To, co muszą wiedzieć wszyscy pacjenci, którzy cierpią na niedoczynność tarczycy na tle autoagresji, to fakt, że nie mają problemu z tarczycą, tylko ze swoim systemem immunologicznym (odpornościowym), który atakuje tarczycę.

Jak to jest z tym jodem?

Jod może być dobrym rozwiązaniem dla osób, u których jednoznacznie wykryto, że to jego niedobór stoi za niedoczynnością tarczycy. W przypadku pacjentów z Hashimoto jod może tylko pogorszyć ich stan. Dlaczego?

Ponieważ jod zwiększa poziom TPO (peroksydaza tarczycowa). To tajemnicze TPO to jest właśnie enzym, na który pacjenci z Hashimoto produkują antyciała (anty-TPO). Im jest więcej enzymu – tym więcej produkowanych jest antyciał. To sprawia, że w tym przypadku więcej jodu oznacza jeszcze bardziej rozległy atak systemu immunologicznego. To jak dolewanie oliwy do ognia.

Dlatego u osób podejrzanych o choroby tarczycy (bez znaczenia czy jest to niedoczynność czy nadczynność) w pierwszej koleności zleca się diagnostykę anty-TPO oraz poziom TSH. Obecnie załącznik nr 2 do rozporządzenia Ministra Zdrowia w sprawie świadczeń gwarantowanych (tam możesz sprawdzić, które zabegi czy diagnostyka są bezpłatne) obejmuje refundacją NFZ zarówno badanie TSH, anty-TPO jak i T4 i T3. Jednak praktyka, z którą stykałem się (wśród kilku znajomych chorych na tarczycę ale i na forach internetowych) jest taka, że bezpłatnie przepisuje się tylko TSH (u lekarza rodzinnego), a później chorzy są „nakłaniani” do płacenia za pozostałe markery.

Na koniec

Choć może to powinno być na początku tego tekstu: absolutnie nie jest moim zamiarem to, aby kogokolwiek nakłaniac do porzucenia wskazanego przez lekarza sposobu leczenia. Moim zamiarem jest wyjaśnienie powstwania mechanizmu choroby oraz prawdziwej jej przyczyny. Jeśli dotknęła Cię którakolwiek z chorób tarczycy, być może dzięki opisanym przeze mnie procesom lepiej zrozumiesz etiologię tego schorzenia i dzięki temu będzie Ci łatwiej porozmawiać o swojej chorobie z lekarzem. I zawsze proś go o merytoryczne wyjaśnienie planu leczenia, który zamierza zastosować. To jego obowiązek.

W kolejnych tekstach będę starał się przybliżyć bardziej zarówno kwestie związane z chorobami tarczycy jak i wpływie diety na te schorzenia. O tym, jak bardzo rozległe jest to zagadnienie, niech świadczy fakt, że choroba Hashimoto często określana jest jako element autoimmunologicznych zespołów niedoczynności wielogruczołowej.

Bardziej „po ludzku” znaczy to tyle, że poza przeciwciałami dla tarczycy organizm produkuje również przeciwciała dla innych organów albo enzymów co w praktyce oznacza jeszcze więcej chorób w jednym ciele. Najpowszechniejszym „towarzyszem” są antyciała dla transglutaminazy (co prowadzi do celiaklii) czy móżdżku (choroby neurologiczne) albo czynnika wewnętrznego (powoduje anemie).

Podsumowując: osoby, które cierpią na niedoczynność tarczycy mogą być chore w wyniku dwóch sytuacji: niedoboru jodu (wówczas tarczyca nie ma z czego produkować hormonów T4 i T3) albo choroby autoimmunologicznej (wówczas pojawia się choroba Hashimoto).

W pierwszym przypadku w badaniu anty-TPO wyjdzie, że organizm nie produkuje antyciał na peroksydazę tarczycową. Super – wówczas wystarczy zwiększenie dawki jodu i to zazwyczaj załatwia sprawę. W drugim przypadku badanie anty-TPO pokaże obecność antyciał. Oznacza to, że cierpimy na wersję autoagresywną tej choroby.

Czasem występują obie sytuacje na raz. Pozostałe warianty tej choroby są w zasadzie marginalne (np. pierwotne czy wady wrodzone, genetyczne).

Niestety, badania które przytoczyłem powyżej pokazują, że 90% pacjentów z niedoczynnością ma w swoim ciele antyciała przeciwko tarczycy co oznacza, że cierpią na chorobę autoimmunologiczną. Z kolei z tego wynika, że bez usunięcia przyczyny choroby autoimmunologicznej nie uda się skutecznie wyleczyć niedoczynności tarczycy. Dodatkowo obecność antyciał przeciwko TPO oznaczać może również inne antyciała „wykierowane” w inne narządy i enzymy.

Mam nadzieję, że nie jesteś osobą, która doświadczyła jajkiejkolwiek formy dysfunkcji tarczycy, ale jeśli masz jakieś informacje, które mogą być pomocne dla innych w tej kwestii lub własne doświadczenia – dodaj komentarz!

Zdrowa dieta