Nadciśnienie i dieta niskosolna: dlaczego każą Ci mniej solić?

Żyjemy w czasach, w których wszystko co dobre dla człowieka zostało zakazane przez wzgląd na jego zdrowie. I tak – nie można jeść jajek, masła, czerwonego mięsa i smalcu – bo to prowadzi to chorób cywilizacyjnych. I nie można też solić. Bo sól to – tak jak cukier – biała śmierć. Wywołuje nadciśnienie, które z kolei zwiększa ryzyko zawałów i udarów oraz innych chorób.

W USA sól została ogłoszona wrogiem numer 1 – nawet przed tłuszczem, cukrem i alkoholem. I o ile w przypadku cukru ten nieco wytarty slogan ma racjonalne i naukowe uzasadnienie, to w przypadku soli już niekoniecznie.

Jaką prasę ma nadciśnienie? Co się pisze o soli?

Artykuł opublikowany w Stylu (09/2011) jest wywiadem (a raczej zestawem pytań i odpowiedzi) z dietetyczką. Można z niego przeczytać, że „nadmiar w diecie grozi poważnymi schorzeniami: nadciśnieniem tętniczym, kamicą nerkową, udarem mózgu, zawałem serca, osteoporozą i zwiększonym ryzykiem raka żołądka”. Podobnie wygląda to na stronach fundacji Pro-Test:

„U wielu z nas spożywanie zbyt dużych ilości sodu może prowadzić do nadciśnienia. To, w jakim stopniu sód będzie podnosił ciśnienie, zależy od wieku. Najbardziej na nadciśnienie spowodowane słoną dietą narażone są starsze osoby. Z kolei długo utrzymujące się podwyższone ciśnienie może doprowadzić do chorób serca i zawału.”

Ile więc jemy tej soli my, Polacy? Instytut Żywności i Żywienia podaje, że w 2009 roku było jej (w przeliczeniu z sodu na sól) ok 11,5g dziennie na osobę. Samej soli kuchennej – 9g (pozostała część – 2,5g – to przeliczenie sodu zawarego w innych pokarmach – warzywach, mięsie – na sól). A co zaleca WHO? Nie więcej niż 6g soli (łącznie, po przeliczeniu). Czyli połowę tego, co jemy obecnie. Oho – robi się groźnie.

Skąd tyle soli w moim jedzeniu?

Sól i nadciśnienieJeśli zsumujemy wszystkie źródła sodu, które są bardzo powszechne w naszej diecie (sól zawarta w wyrobach piekarniczych, produktach wysoce przetworzonych, garmażeryjnych, wędlinach) oraz sód występujący naturalnie w warzywach, owocach i mięsie – okazuje się, że rzeczywiście całkiem sporo go spożywamy. Do tego dochodzą jeszcze inne substancje, bez których przetważanie żywności byłoby w zasadzie niemożliwe – jak np. konserwant benzoesan sodu albo wzmacniacz smaku glutaminian sodu.

Czy jest się czego obawiać? Jak wynika z cytatów powyżej (oraz opinii powtarzanej w mediach, ale i wśród lekarzy), sól powoduje nadciśnienie tętnicze, choroby układu krwionośnego i serca oraz przyczynia się do zawałów. Skąd taka opinia? Zanim odpowiem na to pytanie, pokażę na przykładzie jak wygląda zawartość sodu (soli) w niektórych pokarmach, jakie spożywamy. Zaczniemy od tych zakazanych:

Czy chipsy są słone?

W jednym z artykułów pisałem o GDA – na etykiecie GDA opisana jest także zawartość sodu. Aby dowiedzieć się, ile to jest soli kuchennej, trzeba wartość sodu (podawana w gramach lub mg) pomnożyć 2,5 razy.

Np. te solone chipsy ziemniaczane w jednej porcji (25g) mają 0,05g sodu – to znaczy, że stanowi to równowartość 0,05 x 2,5 = 0,125g soli. Jeśli weźmiesz pod uwagę, że opakowanie chipsów, które znika w większości domów przy jednym filmie to 200g chipsów (duża paczka), to znaczy, że wraz z nimi zjada się 1g soli. Norma WHO – jak wspomniałem – zaleca spożycie maksymalnie 6g soli, więc możesz w ramach tego limitu zjeść… 6 wielkich opakowań tych chipsów dziennie (w sumie 1,2 kg solonych chipsów). Szok?

Ale przecież chipsy są cholernie słone! Orzeszki też!

Właśnie. W zasadzie nie zawierają wiele soli, a większość ludzi uważa chipsy za bardzo słone. A jak jest z orzeszkami ziemnymi? W 100g jest 0,43g sodu co daje 1,075g soli. Puszka orzeszków zazwyczaj waży 150g więc soli jest tam odpowiednio 1,6125g. Znowu – okazuje się, że możesz zjeść 4 puszki takich solonych orzeszków aby dobić do limitu 6 gramów soli na dobę. Dużo, co?

Problem w tym, że opisałem dwa produkty, na których sól widać. Zwyczajnie – jeśli przyjrzysz się chipsom albo orzeszkom – zobaczysz kryształki soli. Dodatkowo uzyskujesz bardzo słony smak (wysoka intensywność soli) dlatego, bo jej tłem jest stały, lekko słodki, monotematyczny smak (ziemniaków lub orzeszków). Ten sam efekt „intensywnej soli” odczujesz, kiedy posolisz słodkiego arbuza albo pomidora. Wystarczy niewiele soli, a poczujesz jej moc i intensywność. Z tego samego powodu zazwyczaj nie solę mięsa (ani innych potraw) w ogóle, dopiero kiedy jest już na talerzu.

Czy chleb jest słony?

Zupełnie inaczej wygląda to w sytuacji, kiedy produkt spożywczy jest bardziej przetworzony albo zawiera wiele różnych składników. Innymi słowy, jeśli produkt będzie słodki, trzeba dla wydobycia pełni smaku dodać więcej soli. Np. keczup czy chleb.

Keczup firmy Helmann’s zawiera w 100g aż 0,9g sodu (więc 2,25g soli). Oczywiście trzeba być wyjątkowym amatorem keczupu, aby zjeść go 100g (choć to możliwe), to bardziej wymownym przykładem jest chleb, tak powszechnie jedzony nie tylko w Polsce (w USA chleb jest pierwszym źródłem sodu!): jedna kromka chleba ma od 0,1 do 0,2g sodu (0,25-0,5g soli)!

Porównaj proszę chleb i słone chipsy. Na śniadanie albo kolację przeciętne dziecko zjada 1-2 kromki chleba, do tego jakiś plasterek wędliny (słony) albo sera żółtego (słony). Bez trudu to „zdrowe” śniadanie przekracza 1g soli.

Skąd tyle sodu w chlebie? Nie tylko z soli. Technologie piekarnicze nie obejdą się dzisiaj bez dodatku wodorowęglanu sodu (soda oczyszczona). Oba te składniki mają wpływ na wyrośnięcie i strukturę pieczywa oraz jego sprężystość (wiązanie glutenu). Ponadto sól kuchenna (chlorek sodu) jest naturalnym konserwantem.

Dlaczego rodzice nie pozwalają dzieciom jeść chipsów?

Ciekawie zachowują się „odpowiedzialni” rodzice, kiedy ich dziecko chce zjeść całą wielką paczkę chipsów: dostaje limit (albo całkowity szlaban) „bo chipsy są słone i niezdrowe”. Jeśli należysz do takich rodziców, to za chwilę doznasz prawdziwego szoku.

Płatki śniadaniowe – Anna Przybylska mówi, że są zdrowe!

Codzienne śniadanie niemal każdego dziecka: płatki z mlekiem. Poświęcę na nie kiedyś cały osobny tekst, ale tu skupię się na soli. Komunikat prasowy firmy Nestle informuje, że w jednej porcji 30g mają „nie więcej niż 135mg sodu” (0,135g). W komunikacie mamy też radosną nowinę „znanej aktorki i lubianej mamy” Anny Przybylskiej, która rekomenduje te płatki na reklamach jako dobre i zdrowe śniadanie („Zawsze zwracam szczególną uwagę na to, co podaję moim dzieciom do jedzenia„). Pomijam już monstrualną zawartość cukru (9g cukru w 30g porcji) – zobaczmy jak wypadają płatki pod kątem zawartości sodu.

Szybkie porównanie: płatki Nestle mają 500mg sodu a chipsy 200mg sodu w 100g produktu. Oznacza to, że płatki mają 2 i pół razy więcej sodu niż chipsy! I co? Dalej będziesz bronić dziecku chipsów? ;)

Specjalnie zrobiłem to porównanie po to, aby pokazać Ci że bazowanie na stereotypach albo nieuzasadnionych przekonaniach jest zwyczajnie nieracjonalne.

Zawartość soli w jedzeniu - porównanie

Jak widać – pod kątem zawartości soli – słone chipsy wygrywają zarówno z chlebem, płatkami śniadaniowymi, orzeszkami czy keczupem. O wędlinach nie wspomnę.

Teraz już widzisz, że nie wszystko złoto, co się świeci. Ale skąd wziął się pęd ku diecie niskosolnej? Dlaczego zaleca się ograniczenie spożycia soli i sodu? Oto odrobina historii i faktów.

O tym, jak dowiedziono, że sól ponosi winę za nadciśnienie tętnicze…

Na początku XX wieku francuscy lekarze zauważyli u sześciu pacjentów nadciśnienie – istotny czynnik ryzyka w chorobach serca – i sprawdzili, że osoby te używały dużo soli w swojej diecie. Wydali więc oświadczenie, że duża ilość soli powoduje nadciśnienie. Ten wielki skrót myślowy, którego dokonali zaważył na opinii soli na kolejne sto lat.

W latach 40 minionego wieku dr Walter Kempner, wykładowca i badacz Uniwersytetu Duke stał się sławny w efekcie skutecznego leczenia osób z nadciśnieniem za pomocą ograniczania (a w zasadzie eliminacji) soli. Późniejsze badania potwierdziły, że zmniejszenie podaży soli w diecie pomaga obniżyć ciśnienie u osób chorych na nadciśnienie tętnicze.

Świat przemilczał jednak fakt, że Doktor Kempner leczył osoby które już miały rozwinięte trwałe i wysokie nadciśnienie. Badania, które były wykonywane później, przez szereg lat i na bardzo dużych próbach wykazały, że nie ma kompletnie żadnego powodu, dla którego osoby z normalnym ciśnieniem tętniczym miałyby ograniczać ilość soli (sodu) w swojej diecie. Innymi słowy – jeśli już chorujesz na nadciśnienie ograniczenie soli może je obniżyć (o tym jak bardzo – za moment). Ale jeśli Twoje ciśnienie jest normalne, nie ma to najmniejszego sensu. Mało tego – może okazać się szkodliwe (o czym przekonasz się za chwilę).

Nie udało się niestety przez cały XX wiek przeprowadzić dowodu, jakoby zmniejszona ilość sodu w diecie (eliminacja soli) miała mieć zbawienny wpływ na zdrowie i życie zdrowych osób. Mimo, że próbowano wykazać szkodliwość nadmiaru soli w rozmaity sposób.

Najbardziej spektakularną próbą było badanie z lat 70 (L.Dahl). Karmiąc szczury dużą dawką sodu (ekwiwalent 500g sodu dla człowieka – Polak przeciętnie zjada ok 5-6g sodu) udało się wywołać u nich nadciśnienie. Już na pierwszy rzut oka widać, że stężenie sodu było monstrualne. Logicznie wnioskując, taka ilość sodu mogłaby negatywnie oddziaływać nawet na słonia – nie przeszkodziło to jednak amerykańskim senatorom pracującym w komisji żywienia uchwalić zaleceń ograniczenia spożycia soli wśród Amerykanów nawet o 85%.

Jaki związek ma nadciśnienie ze spożyciem soli?

Mimo, że wraz z rozwojem technologii sposoby i narzędzia służące do badań stają się coraz bardziej precyzyjne, ciągle nie udaje się znaleźć korelacji (związku) pomiędzy spożyciem soli a chorobami (serca, żołądka, układu krwionośnego, mózgu).

W 1988 roku porównano ciśnienie krwi z ilością przyjmowanego sodu w 52 badaniach i nie znaleziono żadnej korelacji pomiędzy podażą sodu a nadciśnieniem. Co ciekawe, populacja która przyjmowała najwięcej soli (14g dziennie) miała niższą medianę ciśnienia krwi niż populacja która przyjmowała ok 7 gramów dziennie.

W 2004 roku, niezależna organizacja Cochrane Collaboration (zajmuje się badaniami nad chorobami i zdrowiem, non-profit) opublikowała 11 badań, w których zmniejszano podaż soli. W długim okresie diety niskosolne (niskosodowe) – w porównaniu ze zwykłymi dietami (typowymi, tradycyjnymi modelami żywieniowymi) obniżały ciśnienie skurczowe (to pierwsze, wyższe) u zdrowych ludzi średnio o 1,1 mm słupa rtęci a rozkurczowe (to drugie, niższe) o 0.6 mm słupa rtęci.

Spójrz jeszcze raz na te wartości: 1,1 i 0,6 mmHg – skoro idealne, wzorcowe ciśnienie wynosi 120/80 mmHg oznacza to różnicę poniżej 1%! Czyli – niskosolna dieta obniżyłaby to ciśnienie do wartości 119/79. W 2003 roku ta sama organizacja przeanalizowała kolejnych 53 badań (tym razem były one krótkookresowe) i wniosek był ten sam: długoterminowe korzyści z diety niskosodowej są niewielkie.

W 2006 roku American Journal of Medicine opublikował badanie, które porównywało spożycie sodu przez 78 milionów Amerykanów z ryzykem śmierci na skutek choroby serca w ciągu 14 lat. I wynik był taki, że im więcej sodu spożywali, tym mniej było zgonów z powodu chorób serca.

W 2007 roku European Journal of Epidemiology opublikował wyniki pięcioletnich badań 1500 starszych osób, w których nie znaleziono żadnego związku pomiędzy ilością sodu w moczu a występowaniem choroby wieńcowej lub śmiercią.

Metaanaliza siedmiu badań (łącznie 6250 badanych) opublikowana w American Journal of Hypertension potwierdziła, że nia ma silnego dowodu, który potwierdziłby, że obniżenie spożycia soli zmniejsza ryzyko zawału, chorób serca czy śmierci albo nadciśnienia u zdrowych osób.

Metaanaliza z 1998 roku (obejmowała 114 badań) opublikowana w JAMA nie potwierdziła że istnieje jakakolwiek przesłanka zdrowotna, dla której należałoby ograniczać sól. W 1990 roku tę konkluzję podtrzymało kolejne badanie.

Osobiście do wszystkich metaanaliz podchodzę bardzo ostrożnie (pisałem o nich przy okazji artykułu o cholesterolu), ale nawet, jeśli weźmie się każde z badań z osobna, obraz pojawia się dość wyraźny: sól nie szkodzi zdrowym osobom.

Badanie DASH z 2001 roku, przeprowadzone na 412 osobach (z ciśnieniem między 120-159/80-95mmHg) przez 30 dni wykazało jedynie, że zmniejszone spożycie sodu przy stosowaniu diety DASH (dieta dla osób z nadciśnieniem) obniża ciśnienie krwi. Nie ma w nim odpowiedzi na to, czy zmniejszy nadciśnienie albo obniży ryzyko zachorowania na choroby serca – zwyczajnie, trwało zbyt krótko.

I w końcu najnowsze badania. Prof. Jan Staessen na łamach The Journal of the American Medical Association (JAMA) przedstawił wyniki swoich długoletnich badań, które były upublicznione także w Polsce. Wynik był następujący: po przebadaniu 3681 Europejczyków przez 8 lat pod kątem związku spożycia soli z nadciśnieniem wykazano, że spożycie soli nie miało żadnego wpływu na rozwinięcie się nadciśnienia.

Nawet pokazały coś innego: nadciśnienie rozwinęło się u 25% badanych, ale wcale nie u tych, którzy jedli soli najwięcej (6g dobowo), ale u tych, którzy spożywali jej najmniej (2,5g – więc tyle, ile zaleca WHO). Badania te były szeroko krytykowane, jednak jeżeli zestawi się je z szeregiem przeprowadzonych wcześniej badań i eksperymentów, wyniki dają do myślenia.

Nadciśnienie i sól: dyskusja

Z jednej strony mamy środowiska, które przez lata wyznawały zasadę, że sól to „samo zło”, z drugiej mamy inne grupy oświecone wynikami badań z ostatnich kilkunastu lat, które przeczą dogmatom wyznawanym przez tych pierwszych.

Pikanterii całej tej wojnie dodaje fakt, że naukowcy w ciągu minionych dwóch dekad potwierdzili wielokrotnie, że problemem nie jest sól sama w sobie – ale ilość potasu, który ma z nią istotny związek. Jeśli jesz dużo soli i jednocześnie w Twojej diecie znajduje się dużo potasu – nadciśnienie Ci nie grozi. To dlatego, że w istocie chodzi o proporcję pomiędzy sodem i potasem (to właśnie te pierwiastki odpowiadają za regulację ciśnienia krwi). Okazuje się, że niskie spożycie potasu ma taki sam wpływ na poziom ciśnienia jak wysokie spożycie soli. I wszystko się zgadza, bo przeciętny człowiek spożywa dziennie o 1,5g potasu za mało, poza tym, sól kuchenna zazwyczaj jest pozbawiona potasu (w odróżnieniu od soli kamiennej czy morskiej).

Intrygujące jest także to, że typowa dieta śródziemnomorska (która uchodzi za zdrową) zawiera o połowę więcej soli niż zaleca WHO czy American Heart Association. W zasadzie większość osób mieszkających na wybrzerzach mórz będzie przyswajać więcej soli choćby z uwagi na drogę oddechową a mimo to, jakoś nie zauważa się, aby te większe ilości sodu im jakoś specjalnie szkodziły. Ba, nawet tzw. „dietę śródziemnomorską” uznaje się za prozdrowotną (choć prawdopodobnie z innych względów – obfitości antyoksydantów /wino, likopen z pomidorów, zielone warzywa/ oraz jednonienasyconych kwasów tłuszczowych /oliwa/).

Co może się stać, kiedy zmniejszysz ilość sodu w swojej diecie?

Sód i sól to bardzo ważne składniki odżywcze. Kiedy ich brakuje – Twoje ciało zaczyna produkować i wyzwalać aldosteron i reninę, które działając wspólnie – podnoszą ciśnienie krwi. To tłumaczy, dlaczego osoby, które usuną ze swojej diety sól nadal mają podwyższone ciśnienie krwi i dodatkowo – mogą narazić się na poważne kłopoty ze zdrowiem.

Jakie to mogą być kłopoty? Bardzo groźne: sód bierze udział w większości czynności fizjologicznych i chemicznych w naszym ciele: kontroluje ilość wody, umożliwia transport międzykomórkowy czy przewodzenie impulsów elektrycznych w układzie nerwowym.

Szczególnie groźna jest hiponatremia – to sytuacja, która dotyka najczęściej sportowców wysiłkowych, np biegaczy długodystansowych, albo osoby, które pracują fizycznie w trudnych warunkach (huty, kopalnie). Lub podczas długotrwałego opalania się czy saunowania.

Hipontremia to stan obniżonego poziomu sodu we krwi spowodowany przyjmowaniem nadmiernej ilości wody. To ważne zwłaszcza w dzisiejszym świecie, który wciska nam kit, że musimy pić przynajmniej 1,5-2 litry wody na dobę (co jest kłamstwem, wskazywałem już to w komentarzach, ale popełnię na ten temat jeszcze osobny artykuł).

Inna rzecz, że to bardzo trudne, aby zdrowa osoba podniosła poziom sodu w swoim organizmie. A skoro to większa ilość sodu ma podnosić ciśnienie – to powinno być go więcej, prawda?

Dlaczego to trudne? Bo większe spożycie sodu (soli), wywołuje większe pragnienie. Innymi słowy – sód jest rozcieńczany do właściwego na daną chwilę stężenia, a nadmiar jest usuwany przez nerki wraz z moczem (albo przez skórę, z potem). Gdy funkcja nerek (lub gruczołów potowych) jest upośledzona, dochodzi od koncentracji sodu i kłopotów zdrowotnych, wynikających z tego upośledzenia, tak samo jak w przypadku upośledzenia każdego innego organu (np. ślinianek czy ucha albo stawów).

Coś jeszcze. Sól jest jednym ze źródeł chloru dla człowieka. Ktoś powie – po kiego grzyba mi chlor? Mam w Domestosie i na basenie – i wcale nie kojarzy mi się jakoś przyjemnie! No cóż – znowu się zdziwisz. Chlor jest Ci niezbędny do życia.

Co sprawa, że możesz trawić pokarm? Poza układem pokarmowym – to soki trawienne. A jednym z ważniejszych jest kwas solny, znajdujący się w Twoim żołądku. Z czego się składa? Z chloru i wodoru (HCl). Ów chlor w dużej mierze pochodzi właśnie z soli (NaCl), bo nie występuje w tkankach roślinnych czy zwierzęcych w dużych ilościach (występuje w wodzie mineralnej, także w czystej, słodkiej wodzie oraz w mięsie). Osobom zainteresowanym chemiczną stroną powstawania tego kwasu w naszym ciele polecam początkowy fragment tego tekstu.

Last but not least. Przeprowadzono także badania, z których wynika że seniorzy, którzy ograniczają spożycie soli mają najwyższe ryzyko złamań kości oraz przedwczesnej śmierci.

Kto promuje dietę niskosolną w Polsce?

W Polsce szał niskosolny (niskosodowy?) jest powszechny i bardzo podobny do szału „bez cukru”. Informacje typu „bez soli” albo „niska zawartość soli” znajdziecie na wielu produktach – od przekąsek (fistaszki, chipsy, chrupki) na daniach gotowych kończąc (sosy w słoikach). Powstał nawet specjalny serwis MniejSoli.pl, który przekonuje rodaków o szkodliwości diety bogatej w sól.

Co ciekawe, partnerem i promotorem portalu jest marka Morliny, produkująca wędliny i mięso. Jak wiadomo, nie da się wyprodukować wędlin bez użycia odpowiedniej ilości soli lub związków sodu (peklosól, benzoesan sodu, glutaminian sodu) bo sól pełni rolę konserwanta, więc już na pierwszy rzut oka widać, że akcja ta raczej ma nakłonić konsumentów do sięgania po produkty tej firmy niż do świadomej i rzeczowej edukacji ludzi na temat diety bogatej w sól. Tym bardziej, że na stronie marki Morliny nie znajdziecie żadnej informacji o ilościach sodu (soli) używanych do produkcji ich wyrobów.

Nieco dwuznaczny jest również patronat nad całą akcją dr. n.med. Krystyny Knypl, prowadzącej bloga o nadciśnieniu i przesalaniu, który obiektywizmem (ani merytoryczną wartością czy ilością treści) również nie grzeszy. Po osobie z takim tytułem i wiedzą ekspercką oczekiwałbym raczej obiektywnej informacji lub otwartej polemiki niż utrzymywania status quo soli jako zła wszelkiego, pomimo wielu dowodów, które pokazują sól w zgoła odmiennym świetle niż próbuje to robić ów serwis.

Co mówi polskie Ministerstwo Zdrowia?

Polski Instytut Żywności i Żywienia wspierany przez Ministerstwo Zdrowia wcale nie zauważa badań, które cytowałem. Nadal jego zalecenia są jasne: sól należy ograniczać. Oczywiście w osobnym dziale dotyczącym soli publikuje tylko takie informacje, które mają jego stanowisko uwiarygodnić przeciętnemu czytelnikowi.

O tym, jak bardzo jedne zalecenia rządowe nie trzymają się kupy z innymi działaniami ministerstwa (nie tylko polskiego) niech świadczy fakt jodowania soli spożywczej (co ma rzekomo eliminować choroby tarczycy). Jednoczesne zalecanie zmniejszenia ilości soli sprawia, że zmniejsza się także ilość przyjmowanego w ten sposób jodu. Jak widać, działania podejmowane odgórnie w wielu przypadkach muszą być skazane na niepowodzenie, bo zawsze będą próbowały leczyć skutki, a nie przyczyny chorób (nadciśnienia czy tarczycy). Przeczytasz o tym w programie eliminacji niedoboru jodu w Polsce na lata 2006-2008 /kontynuowany teraz/).

Nie oznacza to, że sól może bez ograniczeń jeść każdy, wspomniałem, że osoby z chorobami nerek istotnie powinny ograniczać jej spożycie. W USA u 30% Amerykanów, którzy już chorują na nadciśnienie obniżenie ilości sodu poprawiłoby ich stan zdrowia (i przedłużyło życie). Problem w tym, że dotyczy to raptem 1/10 całej populacji mieszkańców USA – pozostała część może jeść sól bez obaw.

Gary Taubes, którego już znasz z tekstu o odchudzaniu napisał obszerny artykuł na temat soli (znajdziesz go poniżej, jest podlinkowany). Po więcej informacji, które mogą być przydatne osobom interesującym się wpływem soli i sodu na nadciśnienie zapraszam tutaj, tutaj, tutaj i tutaj.

Co o tym myślę?

Wspomniany Gary Taubes w swoim artykule dla NY Times podaje przykład badań publikowanych przez włoskich naukowców, gdzie badano 100 tysięcy ludzi z 30 krajów. Wnioski były zaskakujące: średnie spożycie soli w ciągu 50 lat było stałe, niezależnie od tego, że np. w USA od 40 lat zaleca się ograniczanie soli. To pokazuje – jak pisze Taubes – że spożycie soli jest niezależne od naszych przekonań i świadomych zachowań dietetycznych. Najwyraźniej jeśli potrzebujemy jej więcej, uzyskujemy ją z innych źródeł niż solniczka.

Sól jest niezdrowa! Nie sól tyle! Będziesz chorować na nadciśnienie! – takie ostrzeżenia były – i nadal są – kierowane pod adresem osób, które używają chlorku sodu w ilościach większych, niż zalecają kolorowe (i nie-kolorowe) czasopisma, środowiska lekarzy oraz ministerstwa zdrowia wielu krajów. Ja osobiście wychodzę ze zdroworozsądkowego założenia – zdrowy organizm sam sobie krzywdy nie da zrobić. I jak widać – mój pogląd wynika z faktów naukowych. A o prawdziwej przyczynie nadciśnienia – wszechobecnej fruktozie – napiszę w kolejnym artykule.

I bardzo chętnie poznam Twoją opinię na temat soli i nadciśnienia – napisz mi komentarz poniżej!

Zdrowa dieta