Zapiekany makaron

Ostatni przepis o lasagne zawierał informację o zapiekanym makaronie. Dostałem sporo maili na ten temat, więc wyjaśniam i podaję swoją wariację na ten temat.

Jak zrobić zapiekany makaron?

Otóż, kiedyś skończyły mi się płaty lasagne. Zrobiłem więc zapiekany makaron. To żaden wyjątkowy przepis, ot po prostu efekt moich eksperymentu. W zasadzie jest taki sam jak do lasagne. Oto co zrobiłem. SUROWY makaron świderki, kokardki lub penne (właściwie chodzi o to, żeby sos dobrze się na nim utrzymywał) umieszczam w naczyniu do zapiekania. Później wylewam na to warstwę sosu i rozkładam plastry sera żółtego i białego (niekoniecznie feta). Później znowu powtarzam operację. Ostatnią warstwę sera posypuję bazylią, tymiankiem i majerankiem, a w połowie kruszonym chili. Wszystko podlewam wodą.

Dlaczego wodą?

Możesz podlać rosołem. Ale oto dlaczego podlewam makaron. Makaron, który daję jest surowy – a żeby się ugotował do miękkości – potrzebuje H2O czyli wody. Jeżeli weźmie ją ze sosu, to i tak będzie twardy i całość nie będzie zjadliwa. Więc dolewam wody. Ile? Leję ją w różne miejsca naczynia, przy brzegu i na środku, aż wypełni połowę naczynia do zapiekania.
Dzięki temu makaron się ugotuje, ser posypany między warstwami i na wierzchu rozklei się i będzie zapobiegać nadmiernemu parowaniu wody.

Czy to makaron czy lasagne – wstawiam do piekarnika rozgrzanego do 180 stopni na około 40 minut. Woda się zagotuje i przyrządzi makaron, ser się roztopi, sos zgęstnieje – palce lizać!. Podaję gorące, z białym winem. I obowiązkowo polewam sobie bardzo obficie oliwą ziołową, na którą przepis znajdziesz również na moim blogu.

Zapiekany makaron to nie jest nic dziwnego. Dziwna to jest pizza na makaronie – a można taką zrobić, wystarczy zamiast ciasta drożdzowego użyć ugotowanego na półtwardo makaronu :)
Smaka życzę!

close

Dołącz do 575 subskrybentów!

Zapisz się na mój darmowy kurs emailowy a dowiesz się między innymi:

Ebook dla Ciebie
Ebook dla Ciebie

  • jak w sklepie odróżnić trujące ziemniaki od dobrych?

  • co gotować w domu, żeby oszczędzić czas

  • czemu podwyższony cukier jest większym problemem niż cholesterol?

  • które choroby możesz wyleczyć albo złagodzić dietą?

Dodatkowo otrzymasz bezpłatnie ebooka "52 skuteczne psychorady", który ułatwi Ci wpływanie na ludzi i lepsze życie!

1-2 maile w tygodniu pełne informacji, wskazówek i ciekawostek dotyczących jedzenia, gotowania i zdrowia.

close

Dołącz do 575 subskrybentów!

Zapisz się na mój darmowy kurs emailowy a dowiesz się między innymi:

Ebook dla Ciebie
Ebook dla Ciebie

  • jak w sklepie odróżnić trujące ziemniaki od dobrych?

  • co gotować w domu, żeby oszczędzić czas

  • czemu podwyższony cukier jest większym problemem niż cholesterol?

  • które choroby możesz wyleczyć albo złagodzić dietą?

Dodatkowo otrzymasz bezpłatnie ebooka "52 skuteczne psychorady", który ułatwi Ci wpływanie na ludzi i lepsze życie!

1-2 maile w tygodniu pełne informacji, wskazówek i ciekawostek dotyczących jedzenia, gotowania i zdrowia.

5 komentarzy do “Zapiekany makaron”

    1. elka, makaron jest w moim domu (podobnie jak mąka czy pół chleba). I owszem – bardzo sporadycznie go jem. Za to relatywnie często go przyrządzam. Kiedy? Np. kiedy odwiedzają mnie znajomi, czy rodzina albo zostają u nas „cudze” dzieci. Mimo, że sam jestem low-carb high-fat i praktycznie nie używam cukru ani mąki (poza kukurydzianą, do omletów) to nie chcę na siłę nikogo przekonywać do swojego sposobu żywienia. Jeśli nie wystarcza mu to, że jego głowa jest cała siwa, a na moich skroniach nie ma ani jednego siwego włosa, albo też – nie mam żadnych kłopotów z cerą czy chorobami i infekcjami – to słowa nie przekonają nikogo tym bardziej.

      Jeśli więc przychodzą znajomi i wiem, że są „makaronowi” to robię dla nich makaron. I siłą rzeczy go jem (bo jak by to wyglądało, gdybym to ugotował i nie zjadł choć trochę? :)). Nieco inaczej ma się do tego kwestia chleba. Jego obecność jest związana z tym, że nasza córka… chodzi do szkoły. Niestety, ostracyzm w szkołach jest tak duży, że trudno jest codziennie tłumaczyć się małemu dziecku wszystkim wokoło (i rodzicom później), że nie ma „normalnej” kanapki tylko boczek, jajka albo omlety z warzywami. O ile dorosłym idzie to wyjasnić (nauczyciele) o tyle dziecko swoim rówieśnikom już niczego nie wyjaśni. Nie chcę, żeby z tego powodu była wyalienowana, ot całe wyjaśnienie.

      PS. Jeśli zaś chodzi o kwestie immunologiczne, to nie mam nadwrażliwości na gluten (badałem immunoglobuliny), więc teoretycznie mogę jeść produkty glutenowe. Ale co do zasady się ich wystrzegam m.in. z powodów, które opisałem wyżej.

  1. No to jest Pan rozgrzeszony- bo mądre myslenie to podstawa…Ja makaron uwielbiam, ale zrezygnowałam z niego ze względu na weglowodany-oczywiście gotuję dla męża, wnuczek ,ale muszę zrobić wg, Pana przepisu…
    Zresztą ryba, mięso ,ogórki- ale Pana przepisy goszcza na mym stole od roku i jestem stale na bieząco z Pańską stroną.
    Przeskakuję również na;F;-wczoraj czytałam o maśle exstra- no i prosze niech Pan mi wytłumaczy jak Pan robi własne masło-bo nawet smietana na targu jest oszukana.Ja też je kupowałam, bo w tym jednym rodzina mnie słucha,no i proszę jemy masło z oleju!!! a niech to !!! Nawet nic im nie powiem, bo dopiero by było …
    Panie Rafale-pozdrawiam serdecznie i czekam na nowe wpisy,,,

    1. Przepis na masło jest prosty. Jeśli śmietana jest oszukana (tak, wiem że w dużych miastach osoby często kupują śmietanę w sklepie, potem mieszają ją pół na pół ze „swojską” i sprzedają jako „swojską”) to masła wyjdzie mniej (bo mniej będzie tłuszczu mlecznego). Dlatego w tym przypadku warto mieć sprawdzonego dostawcę. W ostateczności można kupić w sklepie dowolną słodką śmietankę kremówkę 36%. W każdej tego typu śmietanie jaką spotkałem w sklepie znajduje się karagen (substancja zagęszczająca).
      Przepis jest prosty: śmietanę wlewamy do pojemnika i traktujemy ją mikserem tak długo, aż się zetnie i zaczną oddzielać się skrzepy tłuszczu i maślanka (woda ze śmietany). Wtedy miksowanie można przerwać. Do miski wlewamy wówczas zimną wodę i łyżką formujemy skrzepy tłuszczu w osełkę albo kulę. Warto te skrzepy jeszcze porozgniatać, bo woda wypłucze wszystkie pozostałości maślanki. Masło będzie miało jasną (białą) barwę, ponieważ to sklepowe jest zawsze barwione (karotenem albo annato). Smak masła będzie zależny od smaku śmietany oraz w przypadku śmietany swojskiej – także od jej świeżości i kwaśności (przy kwaśnej śmietanie, kilkunastodniowej masło wychodzi lekko gorzkie). Takie masło najlepiej przechowywać w lodówce (niestety będzie twarde jak kamień) albo w pojemniku zalane zimną wodą w kuchni (wtedy jest miękkie). Takie masło domowej roboty dość szybko zjełczeje (poznać po „kwaśnym” zapachu – kwasu mlekowego) dlatego lepiej robić małe porcje (z pół litra śmietany) i zjadać w 2-4 dni (jeśli trzymane jest w wodzie, bez lodówki).
      Mam przygotowane nawet kompletne zdjęcia całego procesu, więc zrobię artykuł o maśle gdzie je umieszczę.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.