Puste kalorie – czyli właściwie co?

“Nie jedz pustych kalorii!”, “To tylko puste kalorie, zjedz coś pożywnego!”, “Wszystko przez te puste kalorie!” – “puste kalorie” używane są w naszym codziennym słownictwie bardzo często. Ale czym tak naprawdę są puste kalorie?

Ze zdefiniowaniem pustych kalorii może być problem. Z punktu widzenia dietetyki pustymi kaloriami są te produkty, które dostarczają jedynie energii, niczego więcej (żadnych witamin czy mikroelementów). Z punktu widzenia biochemii pojęcie pustych kalorii w zasadzie nie istnieje: ponieważ kaloria to jednostka energii to jeśli będzie “pusta” to nie będzie nośnikiem energii a więc nie będzie kalorią.

Skupię się więc na pojęciu potocznym, które zostało wykreowane przez media, reklamy i dietetykę: puste kalorie to produkty, które dostarczają organizmowi jedynie energii, bez witamin, mikroelementów czy aminokwasów (białek). Więc jakie są rodzaje pustych kalorii?

Rodzaje pustych kalorii

Dietetyka rozróżnia w zasadzie trzy. Alkohol, cukry proste i proste, rafinowane węglowodany oraz tłuszcze w czystej postaci. Reklamy i media znają ich znacznie więcej. Ale po kolei:

Czy alkohol to puste kalorie?

Alkohol do klasyczne “puste kalorie”, pod każdym względem. Z energetycznego punktu widzenia jest świetnym paliwem i… niczym więcej. Dzięki związaniu dużej ilości atomów wodoru (C2H5OH) dostarcza aż 7kcal energii – to prawie dwa razy więcej niż węglowodany czy białka (po 4kcal) i nieco mniej niż tłuszcze (9kcal). Alkohol etylowy w czystej postaci (spirytus wysoko procentowy 99,8%) albo w postaci rozcieńczonej (40% wódka jako roztwór spirytusu z wodą) nie dostarcza żadnych witamin ani mikroelementów.

Z uwagi na szybki metabolizm alkoholu (w sensie pozyskania z niego energii, nie zaś wydalenia jego produków, bo to trwa dość długo) był on łatwym do uzyskania i jednocześnie dobrym źródłem energii. Z tego powodu od wieków był wygodnym sposobem na “zasilenie” organizmu w trudnych czasach – na wielu frontach żołnierze otrzymywali codzienną dawkę alkoholu nie tylko po to, aby uśmierzyć ból czy zapomnieć o wojennych absurdach i dodać sobie odwagi, ale głównie po to, aby mieć dostawę szybko dostępnej energii.

Z biochemicznego punktu widzenia alkohol jest specyficzną “pustą kalorią”, ponieważ do jego spalenia potrzeba wiele cennych związków, które z tym alkoholem nie są dostarczane. Innymi słowy, do metabolizmu alkoholu nasze ciało musi “pobrać” trochę z własnych zasobów. W efekcie bilans wychodzi “na minus”.

Pomijając kwestię uzależnienia, nadmierne używanie alkoholu jako źródła energii może doprowadzić do wyniszczenia organizmu. Z tego powodu alkohol bardzo często nazywany jest składnikiem antyodżywczym – jego wpływ na nasze ciało jest generalnie rabunkowy, jeśli spożywamy go często i narmiernie.

Alkohol w innej postaci (np. likieru advocaat, wina czy piwa) nie jest już 100% pustą kalorią, ponieważ poza alkoholem znajdują się tutaj inne substancje takie jak tłuszcze, białko i witaminy czy mikroelementy albo substancje aktywne. Ba, często przyswajanie tych substancji w towarzystwie alkoholu jest znacznie szybsze i łatwiejsze – stąd używanie alkoholu etylowego w syropach albo maściach.

Alkohol etylowy w ludzkim organiźmie nie buduje żadnych tkanek ani nie jest składnikiem płynów ustrojowych (choć występuje naturalnie w naszym ciele jako efekt metabolizmu drożdży zasiedlających nasze jelita). Jednak niektóre badania wykazują, że spożywanie alkoholu w nadmiernych ilościach może powodować wzrost masy ciała, inne spadek. Nie ma jednoznaczności w wynikach takich analiz (źródła tutaj, tutaj, tutaj i tutaj).
Warto zwrócić uwagę na fakt, że niektóre z tych badań były prowadzone na bardzo dużych próbach (nawet 140 000 osób), a mimo to nauka nie ma pewności w jaki sposób i dlaczego alkohol powoduje tycie lub chudnięcie. Z wszystkich badań jednak można wywnioskować, że energia (7 kcal) alkoholu nie jest właściwie spożytkowana w komórkach (albo nie w całości). Niewątpliwie natomiast alkohol zwiększa metabolizm, co sprawia że większość tej energii jest spalana, a nie magazynowana jako tłuszcz. Stwierdzono także, że konsumpcja alkoholu sprzyja wzrostowi apetytu.

Podsumowując, niektórzy spożywając alkohol będą tyć, inni będą chudnąć, każdy będzie czuć głód, a jego metabolizm będzie przyśpieszony. I każdy – po jego przedawkowaniu – będzie cierpiał na rozmatie choroby związane z metabolizmem alkoholu (zapalenie trzustki, wątroby, nerek, nadciśnienie, wrzody żołądkowe itp).

Osoby zainteresowane szerzej zagadnieniem metabolizmu alkoholu odsyłam do tego tekstu (po polsku), który jest bardzo przystępnie i ciekawie napisany. Jestem pewien, że o alkoholu i jego roli w historii i życiu codziennym jeszcze napiszę. Ciekawostką może być dla wielu to, że alkohol w krajach Europy i obu Ameryk jest źródłem aż 5% wszystkich kalorii pochodzących z pożywienia.

Czy cukier to puste kalorie?

Cukier, miód, mleczna laktoza, fruktoza, oczyszczona biała mąka lub biały ryż to klasyczny przykład węglowodanowych pustych kalorii. Poza dużą dawką energii, której dostarczają nie ma w nich zasadniczo niczego więcej – ani witamin, ani mikroelementów, ani białek. Nawet, jeśli w niektórych przypadkach jest tam pewna ilość białek lub witamin, to często inne substancje towarzyszące sprawiają, że ich przyswojenie jest utrudnione albo niemożliwe (np. w przypadku mąki, która zawiera inhibitory amylazy ślinowej i trzustkowej przez co utrudniony jest rozkład skrobii zawartej w mące).

Tak jak napisałem w tekście o tyciu i odchudzaniu, każdy węglowodan prędzej czy później zostanie zamieniony w naszym organiźmie na glukozę, a ta, dzięki insulinie, będzie dostarczać energii komórkom. Problem jednak z tym, że tak jak w przypadku alkoholu – “rozebranie” węglowodanów i synteza ich do glukozy wymaga dostaw wielu witamin, antyoksydantów i mikroelementów przez co niejako rabuje zasoby zgromadzone w naszym ciele. Stąd osoby odżywiające się pokarmami bogatowęglowodanowymi są niejako zmuszane przez swój organizm do poszukiwania źródeł antyoksydantów.

Ponadto cukier (w każdej prostej postaci, czy to glukoza, fruktoza, maltoza czy sacharoza albo laktoza) w dużym stężeniu jest tokstyczny. Zawsze. Doskonale wiedzą o tym zarówno cukrzycy, jak i producenci win (którzy wystrzegają się za dużego stężenia cukru w młodym winie, ponieważ zabija on drożdże), producenci żywności (owoce kandyzowane nigdy się nie psują ponieważ są “nasączone” cukrem) oraz domowe gospodynie, produkujące ucierane na zimno soki (maliny+cukier) albo marmolady i dżemy (których po odpowiednim osłodzeniu nie potrzeba pasteryzować) – ta właściwość cukru sprawia, że jest on świetnym konserwantem żywności.

Toksyczność cukru została świetnie przedstawiona na poniższym, prawie półtoragodzinnym wykładzie prof Roberta Lustiga pt. Sugar: The Bitter Truth (Gorzka prawda o cukrze, niestety tylko po angielsku):

 

Wróćmy do tematu “pustych kalorii”. Jeśli miałbym być bardzo precyzyjny, to – podobnie jak z alkoholem – o ile czysty cukier może być nazwany “pustymi kaloriami” to produkty zawierające cukier już nie do końca (podobnie jak piwo, wino czy adwokat).

Zawierają bowiem inne składniki (np, ziarna sezamu w “Sezamkach” czy orzechy i czekoladę w wyrobach czekoladowych, owoce w ciastach), w których często znajdują się witaminy czy mikroelementy. Jednak media i branża reklamowa skutecznie zaprogramowała ludzi, aby uważali niemal każdy rodzaj słodkich produktów za puste kalorie.

Cukier ma jeszcze jedną, ciemną stronę, o której większość ludzi nie wie. Chodzi o wpływ na powstawanie i rozwój nowotworów. Nowotwory mogą żyć wyłącznie dzięki cukrom a dokładniej, dzięki glukozie, do której każdy cukier jest sprowadzany w naszym ciele. Komórka nowotworowa (każda, każdego rodzaju) ma upośledzony mechanizm oddechowy co sprawia, że proces beta-oksydacji nie może zachodzić – innymi słowy nie jest w stanie utrzymać się przy życiu pozyskując energię z tłuszczu.

To tak, jakby piec do spalania tłuszczu był niesprawny. Działa tylko ten, w którym można spalać glukozę, którą można spalać beztlenowo. Jeśli jest ona dostarczana – komórka otrzymuje energię niejako “fermentując” glukozę i może się rozmnażać, replikując się na kolejne nowotworowe komórki zajmując w ten sposób całe organy i ciało. Brak glukozy (np. spożywanie tłuszczu) sprawia, że komórka rakowa obumiera (“usycha” z braku paliwa, pozostałe, zdrowe, mogą swobodnie odżywiać się tłuszczem w procesie beta-oksydacji), a komórki układu fagocytującego “pożerają ją” rozmontowując i usuwając z systemu. O tym jak działa metabolizm cukru pisałem we wspomnianym już tekście o odchudzaniu i tyciu.

Podsumowując, czysty cukier (a prędzej czy później każdy spożyty węglowodan nim będzie, bo taki jest metabolizm węglowodanów w naszym ciele) jest pustą kalorią, jednak spożywany w zwyczajowych przekąskach, owocach, miodzie czy słodkich warzywach ma obok siebie jakieś wartościowe składniki odżywcze takie jak minerały czy witaminy albo przeciwutleniacze. Cukier jest szkodliwy w każdej postaci jeśli spożywany jest w nadmiarze (optymalna dawka dla dorosłego człowieka to 1g na 1kg należnej masy ciała na dobę). Nadmiar cukru (węglowodanów) w diecie powoduje otyłość oraz jest przyczyną niemal wszystkich “chorób cywilizacyjnych” począwszy od Parkinsona, Alzheimera, zawałów i zatorów serca, mózgu, płuc i nowotworów.

Czy tłuszcz to puste kalorie?

Media, dietetyka oraz obiegowa opinia większości ludzi mówi, że tak. A każdy, kto próbuje twierdzić inaczej uznawany jest conajmniej za dziwaka. Fakty są jednak inne. Czysty tłuszcz jest najlepszym dostępnym dla człowieka źródłem energii – każdy gram magazynuje jej aż 9kcal. To ponad 2x więcej niż białka czy węglowodany i nieco więcej niż alkohol. Ale to nie wszystko.

Jak wiadomo, tłuszcze w istocie składają się z różnych kwasów tłuszczowych (nasyconych, jednonienasyconych i wielonienasyconych). Poza funkcją energetyczną kwasy tłuszczowe pełnią jeszcze – podobnie jak białka – funkcję budulcową.

Wszystkie rodzaje komórek, pobierają różne kwasy tłuszczowe umieszczając je w ścianach komórkowych i – podobnie jak cholesterol – są niezbędnym ich składnikiem zapewniającym elastyczność i nieprzepuszczalność, odpowiadają również za utrzymanie odpowiednich właściwości bioelektrycznych (poprawne działanie systemu nerwowego i mózgu).

Nie jest to artykuł na temat poszczególnych typów kwasów tłuszczowych, jednak napomknę tylko, że wszystkie kwasy tłuszczowe są człowiekowi potrzebne, nie tylko nienasycone. Piszę o tym wobec pojęcia, które ukuło się jakiś czas temu, mianowicie NNKT – niezbędnych nienasyconych kwasów tłuszczowych. O ile istotnie są niezbędne, nie jest prawdą (często powtarzaną), że nasz organizm nie umie ich samodzielnie syntetyzować. Z nasyconych kwasów tłuszczowych, podczas odpowiedniego procesu syntezy nasze ciało (czasem na poziomie komórkowym, czasem już w wątrobie) potrafi wytworzyć niemal każdy rodzaj kwasu tłuszczowego – jednonienasyconego i wielonienasyconego.

Dla porównwania, glukoza nie jest integrowana z elementami komórki, może być co najwyżej w niej przechowywana (np. w komórkach wątroby czy mięśni) jako podręczny magazyn paliwa, łatwo dostępnego na wypadek braku dostaw tlenu (glukoza, w odróżnieniu od kwasów tłuszczowych może być zamieniona w energię bez udziału tlenu).

Bez energii nie ma życia

Podsumowując, pojęcie “pustych kalorii” funkcjonuje bardziej obiegowo albo dietetycznie bo z naukowego punktu widzenia – biochemii, chemii czy fizjologii – coś takiego jak “pusta kaloria” nie może istnieć z definicji. Kaloria jest bowiem jednostką (potocznie – nośnikiem) energii – a jeśli będzie “pusta” – nie będzie “zawierać” energii.

Nie można więc powiedzieć, aby produkty uznawane za “puste kalorie” nie dostarczały substancji odżywczych ponieważ dostarczają energii, a tego właśnie potrzebują nasze komórki aby być odżywione. Żywimy się energią, czy to się komuś podoba, czy nie. I w tym miejscu biochemia mówi stanowcze “nie!” określaniu alkoholu, cukrów i tłuszczy jako pustych kalorii czy też związków nie dostarczających składników odżywczych.

Jeszcze raz – to energia odżywia. Bez energii nie ma życia. Gdyby nie energia zawarta w wodorze i węglu – witaminy i mikroelementy byłyby zupełnie nieprzydatne. Istotne jest to, aby pozyskiwać tę energię z możliwie najlepszych źródeł, które są bezpieczne dla organizmu – tłuszczów, białek a na końcu węglowodanów, cukrów i alkoholu.

Dołącz do 3 468 subskrybentów!

Zapisz się na mój darmowy kurs emailowy a dowiesz się między innymi:

Ebook dla Ciebie

  • jak w sklepie odróżnić trujące ziemniaki od dobrych?

  • co gotować w domu, żeby oszczędzić czas

  • czemu podwyższony cukier jest większym problemem niż cholesterol?

  • które choroby możesz wyleczyć albo złagodzić dietą?

Dodatkowo otrzymasz bezpłatnie ebooka "52 skuteczne psychorady", który ułatwi Ci wpływanie na ludzi i lepsze życie!

1-2 maile w tygodniu pełne informacji, wskazówek i ciekawostek dotyczących jedzenia, gotowania i zdrowia.

Sprawdź swoją skrzynkę odbiorczą (albo katalog na spam) i potwierdź swoją subskrypcję.

Dołącz do 3 468 subskrybentów!

Zapisz się na mój darmowy kurs emailowy a dowiesz się między innymi:

Ebook dla Ciebie

  • jak w sklepie odróżnić trujące ziemniaki od dobrych?

  • co gotować w domu, żeby oszczędzić czas

  • czemu podwyższony cukier jest większym problemem niż cholesterol?

  • które choroby możesz wyleczyć albo złagodzić dietą?

Dodatkowo otrzymasz bezpłatnie ebooka "52 skuteczne psychorady", który ułatwi Ci wpływanie na ludzi i lepsze życie!

1-2 maile w tygodniu pełne informacji, wskazówek i ciekawostek dotyczących jedzenia, gotowania i zdrowia.

Sprawdź swoją skrzynkę odbiorczą (albo katalog na spam) i potwierdź swoją subskrypcję.

25 myśli na “Puste kalorie – czyli właściwie co?”

  1. nie czytam zbyt wiele bo nie mam na to czasu ,ale na pana artykuły zawsze znajduje wolna chwilkę ! pozdrawiam serdecznie i czekam na kolejne ciekawe pana artykuły :)

  2. Zawsze je czytam i nigdy z poczty nie kasuję poprostu są przydatne w codzienny życiu!Ale dalej będe truła o metaboliżmie,ha ha!Pozdrawiam serdecznie!

    1. Moniko, artykuł o metaboliźmie już popełniłem – na temat odchudzania i tycia (bo to w zasadzie konsekwencja metabolizmu) – opisałem w nim kilka kluczowych mechanizmów metabolicznych. Ale jeśli tylko masz jakieś pytania związane z przemianą materii na które chcesz znać odpowiedzi – i ja będę te odpowiedzi znał – to chętnie na nie odpowiem. Napisz je w komentarzu.

  3. Artykuł jak zwykle świetny i potrzebny. Dziękuję za wszystkie wiadomości jakie mi przekazujesz. Wszystko jest bardzo interesujące i przydatne w życiu. Pozdrawiam i czekam na jeszcze.

  4. ja też czekam na każdy kolejny artykuł, świetnie to wszystko Rafale wyjaśniasz: merytorycznie a jednocześnie łopatologicznie :-) aż zazdroszczę

  5. Rafale, zdecydowanie za mało piszesz w tych dniach! Zaglądam od miesięcy i nic nowego, a każdy z Twoich artykułów jest pochłaniający i arcyciekawy. Jestem pewien, że nie tylko ja nie mogę się doczekać kolejnych publikacji!

    1. Oj, niestety, ostatnimi czasy mam bardzo mało wolnego, stąd mniej artykułów. Ale staram się aktywnie odpowiadać na komentarze czytelników, co też zabiera sporo czasu, ale daje mnóstwo satysfakcji :)

  6. “Brak glukozy (np. spożywanie tłuszczu) sprawia, że komórka rakowa obumiera ”
    To tak nie do końca. Brak cukru w pożywieniu powoduje że poziom insuliny jest niski. Niski poziom insuliny nasila produkcje glukagonu. A glukagon powoduje proces glukogenezy czyli produkcji cukru z niecukrowych składniku – z aminokwasów, mleczanu i glicerolu. To powoduje że np ludzie na Żywieniu Optymalnym mają na czczo wysoki poziom cukru we krwii. I ponoć częściej niż inni umierają na raka jelit?

    1. Adramel, rzeczywiście proces glukoneogenezy zachodzi nawet u osób, które nie jedzą węglowodanów, ponieważ u nich glukoza wytwarzana jest “de novo” szkieletów węglowych aminokwasów glukogennych. Ale zgodzimy się oboje, że ilości te są daleko mniejsze niż w przypadku stosowania tradycyjnej diety (bogatej w węglowodany, zboża i cukier).

      Jeśli chodzi o kwestie związane z metabolizmem komórek nowotworowych, poszukaj hipotezy Otto Warburga (laureat nagrody Nobla) – znajdziesz sporo materiałów o „fermentacji” komórek. Warburga zaciekawiło to, że ludzie nie chorują na nowotwory serca (są niezmiernie rzadkie w formie pierwotnej, częściej to wtórne przerzuty) – jeśli już to zazwyczaj na tle genetycznym (tłuszczako-mięśniaki) – powziął teorię, wg której serce jest zbyt intensywnie zaopatrywane w tlen co utrudnia powstawanie nowotworów. Dopiero technologia tomografii pozytronowej umożliwiła potwierdzenie jego teorii oraz dalsze badania (potwierdzające związek pomiędzy ograniczeniem glukozy a apoptozą komórek nowotworowych, niezdolnych do betaoksydacji).

      Ważna jest uwaga, którą też gdzieś przytoczyłem, że trudno jest określić, czy w przypadku każdego rodzaju nowotworu – oraz każdego osobnika – odcięcie nowotworu od glukozy przyniesie oczekiwany efekt, ponieważ stadia poszczególnych nowotworów znacznie się od siebie różnią.

      Co do śmiertelności “optymalnych” nie znam żadnych badań ale wiem, że póki co żadne nie były prowadzone. Wysoki poziom cukru (i cholesterolu) zazwyczaj jest wynikiem nie trzymania się scisłych (bądź co bądź) proporcji w składnikach, ale jak wspomniałem – badań nie było (na optymalnych, bo na low-carach już owszem) więc nie mogę powiedzieć niczego merytorycznego na ten temat.

  7. Na forum dobradieta.pl jest wątek o cukrze i raku:
    http://www.dobradieta.pl/forum/viewtopic.php?t=19054&postdays=0&postorder=asc&start=0
    Nawet jak u optymalnych poziom cukru na czczo jest wyższy to na pewno jest to stabilny poziom, bez skoków jakie mają miejsce u “korytkowych”.
    U mnie cukier na poziomie 80mg po poł roku LC na progu ketozy(a często i poniżej tego progu).
    A tu o optymalnych i raku
    http://www.dobradieta.pl/forum/viewtopic.php?t=19653&postdays=0&postorder=asc&start=0

    1. Adramel, dzięki za linki, sam u siebie (i kilku znajomych, ale ciekawe, że tylko u tych, którzy nigdy nie mieli nadwagi) zauważyłem poziom podobny do Twojego (80-100). Widziałem cytacje Kwaśniewskiego, ale jeśli coś nie jest poparte jakimś wynikiem badania to trudno przyjmować mi to za jakąś wiarygodną informację – wolę wówczas założyć, że to właściwość osobnicza (czasem wynikająca z czynników środowiskowych).

  8. “Brak glukozy (np. spożywanie tłuszczu) sprawia, że komórka rakowa obumiera („usycha” z braku paliwa, pozostałe, zdrowe, mogą swobodnie odżywiać się tłuszczem w procesie beta-oksydacji), a komórki układu fagocytującego „pożerają ją” rozmontowując i usuwając z systemu.”

    Mam nadzieję, że właśnie tak jest. Dość już nie tylko pustych, ale także toksycznych kalorii. Po przestudiowaniu wielu argumentów na ten temat postanowiłam sprawdzić na własnej skórze dietę niskowęglowodanową, za to z wysoką zawartością tłuszczu. Chyba niczego nie ryzykuję? Jeszcze nie zdążyłam zakupić sobie książek pana Kwaśniewskiego, przeczytałam sporo w internecie, ale nie jestem pewna, czy idę w dobrym kierunku.

    Dlatego pięknie proszę kogoś obeznanego z tematem o przeanalizowanie mojego pierwszego (dla mnie nietypowego) posiłku:

    – 1 całe jajko, 4 żółtka (z dużych jaj)
    – 60 g masła
    – 50 g sera żółtego Gouda (info na opakowaniu: 25 g białka i 26 g tłuszczu w 100 gramach)
    – 1 duży ząbek czosnku
    – 1 łyżka stołowa posiekanych zielonych liści czosnku
    – połowa grubej czerwonej papryki

    – 1 łyżka gorzkich pestek moreli

    Na patelni stopiłam masło, dodałam kosteczki sera żółtego, plasterki czosnku, wbiłam całe jajo i dodałam 4 żółtka, mieszając lekko ścięłam, na koniec posypałam liśćmi czosnku i zjadłam całość z czerwoną papryką (bez pieczywa i innych dodatków, pestki zjadłam wcześniej, podczas smażenia).

    Smakowało bardzo dobrze, chociaż w pierwszym momencie ręka odruchowo poleciała mi do koszyczka na chleb. Zjadłam wszystko i mocno się objadłam. Kompletnie nie mam na razie wyczucia, ile z takiej porcji powinnam zjeść. Czekam na reakcję organizmu, jak do tej pory nie była na szczęście zbyt burzliwa (niestety mam skłonności do biegunek).

    Korzystałam z pomocy kalkulatora optymalnego: BTW = 1 : 2,6 : 0,3
    Waga posiłku: 380 g, białko: 38,3 g, tłuszcz: 98,2 g, węglowodany: 11,7 g

    Zamiast liści czosnku policzyłam szczypiorek, a zamiast pestek moreli – gorzkie migdały, bo nie mogłam tego znaleźć.

    To był mój drugi posiłek (zjadłam go o 16.00) i jestem pewna, że dzisiaj już niczego więcej nie zjem, tak bardzo syta się czuję. Niestety rano na śniadanie zjadłam jeszcze dwie kromki chleba, więc pewnie “węgle” na dziś i tak mam “w plecy”.

    Mam 160 cm wzrostu i ważę 55 kg. Bardzo proszę o sprawdzenie prawdopodobieństwa, że dobrze wyliczyłam proporcje (to mój pierwszy raz i zajęło mi to chyba z 20 minut) i w ogóle mile widziane jakieś rady na początek. Dziękuję z góry i pozdrawiam. Cieszę się, że jest takie forum, dużo się tu uczę.

  9. Witam!
    Bardzo ciekawy artykuł.Ja praktycznie nie spożywam cukru, słodyczy itp.
    Mnie było o tyle łatwiej, gdyż nie smakują mi słodkie produkty. Trochę spożywam w napojach gazowanych, sokach /ale max.2-3szklanki na dzień/.
    Pieczywa też jem mało/1-2 kromki/. Nie używam oleju z wyłączeniem oliwy
    z oliwek. Tłuszcze: smalec wieprzowy, smalec z gęsi, masło naturalne.
    Mam jednak pytanie związane z przechowywaniem produktów.
    Często są promocje i wtedy kupuję wieksze ilości mięsa. Oczywiście trudno jest zjeść naraz wszystko. Wtedy przygotowuję całe mięso i je rozdzielam na mniejsze porcje, owijam w folię aluminiową i zamrazam w temperaturze -20C. Ile czasu można zamrożone produkty przechowywać?
    Pozdrawiam, Adam.

    1. Adamie, mrożonki można przechowywać dość długo, choć nie ukrywam, że w warunkach domowej zamrażarki (więc nie stanu tzw. głębokiego mrożenia) nie jest to jakiś specjalnie długi okres (przy założeniu, że temperatura jest poniżej -18 stopni, tak jak mają to wszystkie domowe zamrażarki w lodówkach).

      Najkrócej można przechowywać mięso mielone – około 6-8 tygodni. Wieprzowina – nawet pół roku. Kurczaki czy wołowina – dłużej, bo nawet 8 miesięcy. Tyle mówią podręczniki technologii żywienia. Tłuszcz (smalec, słonina, tłusty boczek) można przechowywać bez obaw nawet rok, tłuszcze nasycone bardzo trudno jełczeją i powoli utleniają się w warunkach zamrożenia.

      Moje doświadczenia są jednak nieco inne. Zamrażarka – nawet, jeśli mięso jest szczelnie owinięte folią – wysusza mięso (i chroni przed utlenianiem – które choć niewielkie – ciągle zachodzi). Im dłużej znajduje się w zamrażarce tym bardziej staje się suche. Po drugie – zamrożona w komórkach woda zwiększa objętość, rozsadza komórki i po rozmrożeniu wycieka z mięsa sporo płynu, który w wielu przypadkach ma decydujące znaczenie o smaku mięsa. Osobiście sam także mrożę mięso, ale nie w jakichś monstrualnych ilościach – robię zakupy raz w tygodniu więc użycie zamrażarki jest nieuchronne, zwłaszcza, że surowe mięso i tak znosi zamrażanie o niebo lepiej, niż to ugotowane/upieczone. Sam raczej nie przechowuję mięsa dłużej niż 4 miesiące.

      Ważne, aby rozmrażać mięso albo w lodówce (niska temperatura nie sprzyja szybkiemu rozwojowi bakterii) albo zanurzone w wodzie (np. mięso do zupy).

  10. Witam!
    Dziękuję za wyjasnienia dtycząse zamrozonych produktów. Jednak mój znajomy, który jest kucharzem twierdzi, że już upieczone produkty lepiej sie przechowuje w zamrazarce. Czesto jeździ na szkolenia i tam się dowiedział, iż produkty przygotowane /upieczone, ugotowane/ można przechowywac dłużej, ale w temperaturze ponizej -19C /głębokie mrożenie-24C/.
    Warunkiem jest jednak szybkie ogrzewanie głęboko zamrozonych produktów.
    Proszę Panie Rafale o wypowiedź.Adam

  11. ustawa Wilczka

    czy mógłbym poznać opinię kogoś z Was drodzy Państwo na temat podejścia do żywienia i zdrowia człowieka prof. Campbela opisanego w “Nowoczesnych Zasadach Odżywiania”????? Temat budzi wiele kontrowersji, a mnie po przeczytaniu książki mocno ‘skołował’…..

  12. Mój wujek wypijal okolo 4 do 5 cherbat dziennie. Każda filiżanka byla oslodzona pięcioma łyżeczkami cukru. Wujek zmarł mając 94 lata. Jaki z tego wniosek.

  13. Ciekawi mnie teza mówiąca o tym, że mózg odżywia się wyłącznie glukozą. Moje osobiste obserwacje zdają się to potwierdzać – im trudniejsza praca umysłowa, tym bardziej wzrasta mój apetyt na cukier (w dowolnej postaci). Bez niego wręcz nie potrafię skutecznie myśleć. Odwrotnie – na intensywnej wycieczce rowerowej słodycze nie pociągają mnie zupełnie. Gdyby powyższa teza była prawdziwa, należałoby nieco skorygować zalecenia dot. unikania cukru. Czy ktoś potrafiłby się kompetentnie wypowiedzieć na ten temat?

  14. Witam
    Szanowny Panie RAfale.
    Powalil mmnie Pan powyzszym artykulem, i poki nie siegnalem dalej (*komentalze czytelnikow) sadzilem, ze tylko mnie dane jest odkryc (wreszcie) cos jsasno przetlumaczonego na jezyk “ludzki” pomimo, ze z zacieciem naukowym. Przyjemnie sie zawiodlem. Wszysce Pana tak oceniaja i ja nie jestem zatem zadnym odkrywca. umniepsza to spopro mojekj samoocenie ale z drugiej strony dobrze. NIECH SE LUDZIE POCZYTAJA I NIECH SIE UCZA. Ten cale wstep jest po to, zeby zapytac, czy Pan jeszcze (dalby dobry Bog) cos gdzies publikuje ? . JEst rok Panski 2021 a zatem ja dla siebie Pana odkrylem z 9 letnim opoznieniem. A Lechu K to spoznil sie tylko o 3 lata i tez ma madzieje, ze Pan cos dalej pisze. GDZIE ?
    Pozdrawiam serdecznie i zycze zdrowia nie na pustych kaloriach (a Pan to tak nigdy piecdziesiatki do golonki?) Przepraszam za brak polskich liter. Jestem zbyt leniwy na uczenie sie ponownie obslugi klawiatury nie przystosowanej do tego fabrycznie.
    Bede wdzieczny za krotkie : tak, i internetowy adres publikacji.
    Roman

  15. do LechuK. Ja tez tak mam. POza slodyczami, ciagnie mnie takze (delikatnie – mowie serio) do gorzaly przy pracy umyslowej. Znalazlem zloty srodek. Staram sie nie przeciazac umyslu. Ale chetnie, podobnie nak Pan, wyslucham kompetentnej odpowiedzi. Watek alkoholu moze byc pominiety.
    Pozdrawiam wszystkich Roman.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.