Smażony ser żółty z warzywami

Do słowackiej granicy mam raptem 40 km i kiedy już jestem na Słowacji zazwyczaj zamawiam tam Vyprážaný syr. To popularne słowackie danie, które często przygotowuję w domu – również wówczas, gdy odwiedzają mnie znajomi i rodzina przy okazji “domówek”. Danie jest smaczne i bardzo proste w przygotowaniu. Oto przepis z moją warzywną wersją gdy nie ma świeżych polskich pomidorów i ogórków:

Składniki na 4 osoby:

  • 4 x 1,5 cm plastry sera żółtego (taki jak lubisz, moim zdaniem doskonale pasuje każdy ser typu ementalskiego)
  • 1 jajko
  • 1 łyżeczka mąki pszennej lub kukurydzianej
  • 1 szklanka sezamu albo bułki tartej
  • tłuszcz do smażenia (ja daję oliwę + masło)

W zależności od tego, czy możesz jeść gluten czy nie – wybierz sezam z mąką kukurydzianą albo mąkę pszenną z bułką tartą.

Dodatki:

  • 3-4 marchewki
  • 2 średnie cebule

Sos:

  • 1 duży ząbek czosnku
  • 1 łyżeczka siekanej natki pietruszki
  • 1 szklanka kwaśnej śmietany

Wykonanie:

  1. pokroić marchew w talarki,
  2. na patelni rozgrzać łyżkę oliwy i udusić na wolnym ogniu marchew do miękkości (ok 10 min),
  3. posiekać na grube kawałki cebulę i dodać do marchwi – dusić aż się zeszkli (ok 10 min) – przełożyć na talerz,
  4. jajko roztrzepać, dodać mąkę,
  5. panierować plastry sera w jajku i w sezamie albo bułce tartej (jeśli lubisz grubszą panierkę możesz to zrobić dwukrotnie),
  6. roztopić tłuszcz (masło na małym ogniu!) i smażyć panierowany ser po 5 minut z każdej strony na małym ogniu,
  7. w miseczce wymieszać śmietanę, posiekany czosnek i natkę,
  8. podawać na talerzu – plaster sera polany sosem a obok warzywa.

Jeśli mam dostęp do świeżych ogórków, pomidorów i sałaty – robię taki ser z tymi właśnie warzywami zamiast marchewki i cebuli – taka letnia wersja.

Dobra przekąska na Euro :)

Smażony ser jest dobrą i pożywną przekąską na długie seanse (np. na Euro :)). Jest daniem kalorycznym (ser żółty zawiera ponad 40% tłuszczu), ale jest to tłuszcz wysokiej jakości. Dodatkowo zawiera wapń i mnóstwo mikroelementów (w produkcji sera żółtego – w odróżnieniu od białego – nie usuwa się serwatki, która w nie obfituje). Mi osobiście bardzo smakuje, jesli i Tobie się to danie spodobało, napisz mi w komentarzu poniżej!

Dołącz do 3 466 subskrybentów!

Zapisz się na mój darmowy kurs emailowy a dowiesz się między innymi:

Ebook dla Ciebie

  • jak w sklepie odróżnić trujące ziemniaki od dobrych?

  • co gotować w domu, żeby oszczędzić czas

  • czemu podwyższony cukier jest większym problemem niż cholesterol?

  • które choroby możesz wyleczyć albo złagodzić dietą?

Dodatkowo otrzymasz bezpłatnie ebooka "52 skuteczne psychorady", który ułatwi Ci wpływanie na ludzi i lepsze życie!

1-2 maile w tygodniu pełne informacji, wskazówek i ciekawostek dotyczących jedzenia, gotowania i zdrowia.

Sprawdź swoją skrzynkę odbiorczą (albo katalog na spam) i potwierdź swoją subskrypcję.

Dołącz do 3 466 subskrybentów!

Zapisz się na mój darmowy kurs emailowy a dowiesz się między innymi:

Ebook dla Ciebie

  • jak w sklepie odróżnić trujące ziemniaki od dobrych?

  • co gotować w domu, żeby oszczędzić czas

  • czemu podwyższony cukier jest większym problemem niż cholesterol?

  • które choroby możesz wyleczyć albo złagodzić dietą?

Dodatkowo otrzymasz bezpłatnie ebooka "52 skuteczne psychorady", który ułatwi Ci wpływanie na ludzi i lepsze życie!

1-2 maile w tygodniu pełne informacji, wskazówek i ciekawostek dotyczących jedzenia, gotowania i zdrowia.

Sprawdź swoją skrzynkę odbiorczą (albo katalog na spam) i potwierdź swoją subskrypcję.

19 myśli na “Smażony ser żółty z warzywami”

  1. Panie Rafale,

    przepis pierwszorzędny, właśnie myślałam co zrobić na szybki lunch, z pomocą przyszedł Pański mail, najlepsze jest to że nawet smakowało mojej teściowej. Jeśli będzie miał Pan więcej takich przepisów na pewno będę korzystać. Polecam innym.

  2. Przepis mi znany , jadałem tak pieczony ser ale bez warzyw na zakąskę do piwa w Bawarii, tam także jadłem kociołek z rozpuszczonym serem w którym się maczało bułkę tylko nazwy sera już nie pamiętam .

  3. znam to,mieszkam blisko Czech i kupuję gotowca tylko usmażę i super! Jest tam kilka gatunków,najlepszy smażeny sir króleski,ale na pewno spróbuję zrobić z naszego.dzięki za poradę.

  4. Kiedykolwiek jestem na Słowacji to zajadam się tym serem. Podają tam też z plastrem szynki zapieczonym pomiędzy dwoma plastrami sera ( u “Josefa” w Tatrzańskiej Łomnicy) Kupuję też u nich specjalny ser , wydaje mi się , że jest lepszy od naszych. Ale jest być może moje subiektywne odczucie. Pozdrawiam -Tadeusz.

  5. Panie Rafale, na ‘miłość boską’ dopiero co przeczytałem pański artykuł o wyższości smalcu nad oliwą (p.t. “Smalec – dlaczego wszyscy go nienawidzą?) a tu w swoim przepisie preferuje Pan oliwę+masło. Jak to można uzasadnić aby nie było sprzeczne z cytowanym artykułem? (www.ziolaiprzyprawy.info/2012/07/04/blog/smalec-dlaczego-…)

    1. @wn: tutaj nie ma sprzeczności. W mojej kuchni jest kilka rodzajów tłuszczu z których korzystam do okreslonych potraw. Próbując różnych kombinacji smakowych stwierdziłem, że smażony ser najlepiej smakuje na mieszance oliwy i masła (samo masło robi go jakby “słodkim”, a sama oliwa daje za dużo goryczy). Podobnie z omletami – najlepiej smakują na maśle a nie na smalcu. Natomiast nie używam w kuchni olejów roślinnych (za wyjątkiem lnianego i z pestek winogron). Kiedy piekę drób, zawsze robię to na tłuszczu gęsim lub kaczym, wieprzowinę na smalcu a wołowinę na smalcu lub łoju wołowym.
      Zachęcam każdego do samodzielnego eksperymentowania z różnymi rodzajami tłuszczu ponieważ czasem drobna zmiana może pozytywnie (albo negatywnie) wpłynąć na smak całej potrawy. Na przykład: kiedyś przygotowywałem sałatkę ze świeżych warzyw (sałata, ogórek, pomidor) z dodatkiem smażonego boczku prażąc jako dodatek nasiona słonecznika na oliwie, razem z tą oliwą. Było ok, ale kiedy usunąłem oliwę i prażyłem słonecznik na tłuszczu wytopionym z boczku – połączenie smaku tego tłuszczu ze składnikami wygrało.
      Podobnie z frytkami – jesli ktoś raz spróbuje frytek smażonych na łoju wołowym, przestanie smażyć je na smalcu – o oleju już nie wspomnę :)

  6. Co do tłuszczu, mam podobne zdanie: smalec jest – z grubsza – najlepszym tłuszczem do potraw mięsnych i ryb. Do warzyw i sera także używam oliwy i masła – klarowanego. Potwierdzam walory łoju, ale rzadko go używam. Jednak kaczkę wolę na maśle. Indyka piekę po zamarynowaniu w oliwie z przyprawami, jednak sznycle lub zrazy z indyka rewelacyjnie wychodzą z dodatkiem boczku.
    Przedstawiony przepis stosuję od dawna i wykonuję podobnie, jednak unikam glutenu (po nim źle mi funkcjonują jelita oraz mam skórne wypryski), więc obtaczam w samym jajku lub w jajku z płatkami bg albo z sezamem.
    Ciekawi mnie co Pan sądzi o serze pleśniowym. Przekrojony na pół camembert lub brie, obtoczony j. w. smakuje znakomicie.

    1. Eunicka, dziękuję Ci za Twoją listę ulubionych zestawów tłuszczu do smażenia. To może być pomocne dla wielu osób. Ja sam zauważyłem, że smalec wytopiony z podwędzonego boczku smakuje inaczej – i bardzo dobrze pasuje do prażenia na nim słoneczników albo smażenia sera żółtego.

      Sporo o mące już pisałem, ale w kolejce czeka już osobny artykuł na temat spożywania produktów zbożowych – płatków, pieczywa z pełnego przemiału (pełnoziarnistego) i innych mącznych produktów, bo wiele osób cierpi na rozmaite choroby będące konsekwencją spożywania zbóż – to co obserwujesz na sobie po glutenie jest najłagodniejszą formą, ale dobrze, że obserwujesz reakcje organizmu i eliminujesz problematyczne produkty.

      Jeśli chodzi o sery, jestem ich zwolennikiem, pod warunkiem że są to sery tłuste, najlepiej żółte. Białe sery (także tłuste) zawsze “doładowuję” śmietaną i masłem – poza tym nie zawierają serwatki, w której pozostaje wapń i wiele innych mikroelementów i witamin. Z serami podpuszczkowymi (głównie żółte, wszystkie pleśniowe) sprawa wygląda inaczej, ponieważ całe mleko jest “przetwarzane” na ser.

      Sam często przygotowuję sery w podany przez Ciebie sposób, nie tylko te pleśniowe. Zwykły Rokpol (z zieloną pleśnią) używam jako przyprawy do pieczonego mięsa (kładę w ostatnim momencie kilka grudek sera na plasterku mięsa, aż się rozpuści). Oczywiście jest tak, że pleśń na tych serach jest żywa i wywołuje pewną reakcję immunologiczną, ale to zagadnienie znacznie bardziej rozwinięte niż na jeden komentarz. Nasz organizm potrzebuje takich kontrolowanych “najazdów” obcych bakterii i pleśni, bo tylko wówczas układ immunologiczny (a głównie bakterie zasiedlające jelita – to one pełnią najważniejszą funkcję obronną w naszym ciele) może się “ćwiczyć”. Bez takich “najazdów” organizm jest słaby i często choruje (np. kiedy człowiek żyje w ściśle sterylnym i higienicznym środowisku, doświadczały tego osoby które przebywały przez pewien czas w kosmosie albo jadły sterylne pożywienie).

      Nigdy nie jadłem jakichś monstrualnych ilości serów pleśniowych przez długi czas (maksymalny maraton jaki pamiętam to było ok 200g serów przez 5 dni) więc nie umiem powiedzieć, jak może się to objawiać bazując na własnym doświadczeniu. Ale trafiłem w Sieci na kilka relacji, które informowały o sensacjach żołądkowych oraz biegunce co w kontekście reakcji immunologicznej jest logiczne.

  7. Panie Rafale,gdzie najbezpieczniej można kupić łój wołowy? :)
    To co Pan tu wypisuje po prostu mnie zaczarowało!!! Kocham zdrowo jeść i ciągle czytam i oglądam tylko o tym.Jestem jak opętana :) Całej mojej rodzinie wciskam do jedzenia zdrowego co tylko się da…już się ze mnie naśmiewają…ale co mi tam,niech się śmieją,bo śmiech to zdrowie i to co im wciskam też :))
    Serdecznie Pana pozdrawiam…no i zyskał Pan kolejną ciekawską ;)

    1. Niestety, łój wołowy jest w zasadzie niedostępny w sprzedaży detalicznej. Ja przynajmniej nigdzie go nie spotkałem w pudełkowej czy kostkowanej wersji. Nawet w ubojniach może być z nim problem. Ja mam to szczęście, że mogę liczyć na dostawę “specjalnie dla mnie” najlepszego, nerkowego łoju wołowego z zaprzyjaźnionej ubojni. Niestety, większość rzeźni/ubojni sprzedaje go jako tłuszcz techniczny lub paszowy (również do karm dla zwierząt domowych). Mają stałego odbiorcę, nie muszą się martwić jego utylizacją (nigdy by go nie sprzedali klientom detalicznym, bo w Polsce skutecznie wyrugowano go z naszej arcybogatej kultury kulinarnej).

      Co ciekawe, spotkałem go w liście składników kilku gotowych mrożonych ciast francuskich (istotnie, w oryginalnych przepisach dodaje się go na równi z masłem). Gdyby się tego doczytały “trendy-gospodynie”, które je kupiły pod wpływem programów kulinarnych… oj, zasłabły by niewątpliwie ;)

  8. Moja wersja sera żółtego na przekąskę: ser ( nawet ten zeschły..) ścieram na tarce o grubych oczkach. Rozsypuję go jedną warstwą na blasze ( formie) i wstawiam do nagrzanego piekarnika na 200 st. C. Najpierw się topi, potem “gotuje” a potem zrumienia na złoto. Wszystko trwa ok 15-20min na termoobiegu. Po wystygnięciu łamię na kawałki i wychodzą takie przepuszne chipsy serowe. Ps. część posypuję bazylią i oregano, część np ziołami prowansalskimi itp … Pyyychota!!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.