Przepis na ajerkoniak… a może adwokat? Czym się różnią?

Dzisiaj będzie coś bardziej dla ducha niż dla ciała. Przedstawię przepis na likier jajeczny i wyjaśnię różnicę pomiędzy ajerkoniakiem a adwokatem, bo niewiele osób ją zna, a to co można kupić w sklepie z etykietą „advocaat” niewiele ma z wspólnego z oryginałem. Najpiew będzie przepis oraz kilka wariacji plus sposób na wykrzystanie tego pysznego likieru jajecznego.

Przepis na ajerkoniak

Składniki:

  • 10 jajek
  • 9 łyżek cukru
  • 1 łyżka cukru waniliowego
  • 250 ml (pół butelki) spirytusu
  • 500ml mleka zagęszczonego (jedno opakowanie) – jeśli używasz biedronkowej Elizy – to dla Twojej wiadomości to nie jest mleko zagęszczone ale śmietanka do kawy – też świetnie się nadaje i wygładza smak lepiej niż mleko.

Wykonanie
Na moich zdjęciach pokażę wykonanie w makutrze – ja taką mam i ajerkoniak wychodzi z niej rewelacyjny (podobnie jak ucierany sernik) ale możesz użyć zwykłego miksera, blendera albo trzepaczki do jajek.

  1. Wybijasz żółtka jajek do makutry (miski),
  2. „Kręcisz” żółtka przez minutę lub dwie, aby stały się jednolitą masą,
  3. Dodajesz po trochę cukru i rozciersz go,
  4. Kiedy cały cukier będzie już roztarty, powolnym strumieniem dolewasz mleko zagęszczone,
  5. Cienkim i powolnym strumieniem dolewasz spirytus (jeśli dodasz go za szybko zetnie masę w grudki!),
  6. Przecedzasz zawartość przez sito (dzięki temu usuniesz skrętki białka, które mogły wpaść z żółtkami),
  7. Przelewamy wszystko do butelek i pakujemy do lodówki na 2-3 godziny.

Z podanej ilości powinno wyjść około 900 ml ajerkoniaku ale zalecam, aby umieścić je w dwóch butelkach 0,7. Choć nie wyglądają doskonale to najlepiej nadają się butelki po dużym Frugo – mają szeroką szyjkę. To bardzo ważne, bo po 2-3 godzinach ajerkoniak stężeje tak, że szeroka szyjka będzie zbawieniem przy wylewaniu go z butelki :).

Ajerkoniak zrobiony w ten sposób przechowujemy w lodówce. Można zamiast spirytusu dać wódki, ale wg mnie wódka dominuje smakiem (niewiele jest dzisiaj czystych wódek bez dodatków smakowych, serio) a ponadto trudniej aby likier zgęstniał. Jeśli okazałoby się, że po schłodzeniu ajerkoniak jest gęsty jak smoła, możesz dodać do butelki trochę mleka (zagęszczone, UHT) i nim wstrząsnąć kilka razy.

Cena domowego ajerkoniaku

Sklepowy adwokat np. Daniłowski (dobra gęstość i brak rozwarstwiania, lekki smak) kosztuje około 19-20 zł za butelkę 0.5l. Podobnie Acvocaat z Polmosu (z czarną etykietą na której żółte kurczaki, w smaku daje wyczuć się brandy ale nie ma tego wiele). Oba mają ok 22% zawartość alkoholu. W przypadku ajerkoniaku robionego w domu wychodzi około 20 zł za pół litra. Oto wyliczenie: 10 jajek + 9 łyżek cukru + dwa cukry waniliowe (wanilinowe) + mleko skondensowane 0,5 l + 250 ml spirytusu = 10zł + 0,50 zł + 1,50 zł + 5 zł + 20 zł = 37 zł za 900 ml. Jak widać cena będzie podobna, jedyne czym będą się różnić – to smak. Moim zdaniem domowy jest znacznie smaczniejszy :)

Czym się różni adwokat od ajerkoniaku?

Jedni mówią adwokat inni ajerkoniak. Czym się różnią? Adwokat (pisany jako „advocaat”) to likier jajeczny (opatentowany przez firmę Bols), który wytwarza się w sposób podobny do opisanego wyżej, z tą różnicą, że zamiast spirytusu dodaje się słabego brandy (20%) a zamiast mleka skondensowanego dodaje się słodkiej śmietany (stąd moja sugestia w kwestii śmietanki z Biedronki). Adwokat pochodzi z Holandii i wynaleziony został – przez kogo innego niż przez Holendra ;) Eugena Verpoortena. Oryginalny, holenderski Advocaat nie rozwarstwia się nawet przy długim przechowywaniu, jest lekki (ok 18% alkoholu) i niesłodki. Jego nazwa pochodzi ponoć od tego, że holenderscy prawnicy (adwokaci) popijali go wtedy, gdy po długich przemowach w sądzie bolało ich gardło.
Z kolei ajerkoniak to polska wersja tego jajecznego likieru. Nazwa składa się z dwóch członów – eier (po niemiecku „jajka”) i cognac (z francuskiego wiadomo :)). Wcale nie dodaje się do niego koniaku. Chodziło raczej o to, że w dawnej Polsce, gdy ktoś spróbował oryginału, wówczas wyczuwał nutę brandy. Gdy szlachcic wrócił do kraju, próbował robić podobne trunki, jednak koniak czy brandy były trudo dostępne, więc nazwa pozostała, natomiast ów szlachetny alkohol zastępowano polską wódką lub spirytusem.

Wariacje z ajerkoniakiem

Ajerkoniak można pić jak likier, ale polecam kilka wariantów:

  • część ajerkoniaku wymieszać z 3 łyżkami kakao albo mocnym espresso (albo zalej łyżkę kawy rozpuszczalnej kieliszkiem wrzątku i dodaj do wymieszania)
  • jeśli chcesz czegoś dystyngowanego, dodaj w ostatniej fazie kieliszek rumu, whisky, koniaku albo brandy
  • jeśli wolisz owocowe smaki, dodaj startej skórki pomarańczowej lub cytrynowej
  • możesz polać nim desery lodowe i bitą śmietanę
  • a jeśli chcesz mieć szybkie i superowe szybkie „ciasto” – kup paczkę wafli, puszkę kajmaku i przełóż wafle na zmianę – kajmakiem i gęstym adwokatem.
  • ekstremalnie ciekawym smakiem jest ananas polany ajerkoniakiem

Podsumowanie

Przepis na ajerkoniak

Ajerkoniak jest likierem, który łatwo można zrobić samodzielnie a przy tym ma wiele zastosowań: w deserach, ciastach oraz drinkach. Warto zrobić!

Moja żona uwielbia ajerokoniak i zawsze w naszej lodówce jest go na tyle, żeby starczyło też dla gości. Ale zawsze brakuje, wszystko przez Bombardino: drink, który często podają na alpejskich stokach. Jest bardzo prosty: 1 część ajerkoniaku miesza się z 1 częścią brandy i podaje w wysokiej szklance z bitą śmietaną na powierzchni. Jeśli wolisz wersję na lato, polecam Calimero (1 część ajerkoniaku, 1 część brandy i 1 część kawy espresso) lub Pirata (zastąp w pierwszym przepisie brandy rumem).

Ocenił Rafał Mróz: 5.0 gwiazdek
*****

Jeśli masz swój ulubiony likier albo sposób jego podania – napisz mi o tym w komentarzu poniżej :)

close

Dołącz do 575 subskrybentów!

Zapisz się na mój darmowy kurs emailowy a dowiesz się między innymi:

Ebook dla Ciebie
Ebook dla Ciebie

  • jak w sklepie odróżnić trujące ziemniaki od dobrych?

  • co gotować w domu, żeby oszczędzić czas

  • czemu podwyższony cukier jest większym problemem niż cholesterol?

  • które choroby możesz wyleczyć albo złagodzić dietą?

Dodatkowo otrzymasz bezpłatnie ebooka "52 skuteczne psychorady", który ułatwi Ci wpływanie na ludzi i lepsze życie!

1-2 maile w tygodniu pełne informacji, wskazówek i ciekawostek dotyczących jedzenia, gotowania i zdrowia.

close

Dołącz do 575 subskrybentów!

Zapisz się na mój darmowy kurs emailowy a dowiesz się między innymi:

Ebook dla Ciebie
Ebook dla Ciebie

  • jak w sklepie odróżnić trujące ziemniaki od dobrych?

  • co gotować w domu, żeby oszczędzić czas

  • czemu podwyższony cukier jest większym problemem niż cholesterol?

  • które choroby możesz wyleczyć albo złagodzić dietą?

Dodatkowo otrzymasz bezpłatnie ebooka "52 skuteczne psychorady", który ułatwi Ci wpływanie na ludzi i lepsze życie!

1-2 maile w tygodniu pełne informacji, wskazówek i ciekawostek dotyczących jedzenia, gotowania i zdrowia.

17 komentarzy do “Przepis na ajerkoniak… a może adwokat? Czym się różnią?”

  1. Dzięki. Aż, mi się pić zachciało. swojego czasu robiliśmy ajerkoniak. Zupełnie podobnie, tylko cukier dawaliśmy pudrowy. Pozdrawiam.

  2. Przypuszczam, że wszystkie kobiety przepadają za dobrym ajerkoniakiem. Ja go uwielbiam. Jednak jest coś lepszego, a mianowicie nalewka z pigwy, którą od lat usiłuję zrobić. Nie wychodzi mi wcale tak jak pamiętam jej smak u pewnych znajomych.
    Wszystkie warianty z ajerkoniakiem podane przez Ciebie wypróbuję na gościach podczas długiego weekendu i przyznam, że sama z chęcią włączę się do degustacji. Potem napiszę.

    1. @Joanna: jeśli chodzi o „pigwówkę” to w pierwszej kolejności musisz zwrócić uwagę na owoce pigwy, bo być może mylisz je i stąd Twój problem z tym likierem. Owoce pigowca do nalewki są zrywane z niewielkich krzaczków, są małe i okrągłe. Pigwa (z dużych drzewek) ma duże owoce z lekko „śliską” skórą. Tutaj je zobaczysz.

      A więc – pierwsza sprawa – właściwe owoce – bo to one decydują o smaku. Wykorzystujemy tylko te z pigwowca (krzaczka kwitnącego na różowo-czerwony kolor). Oczywiście z pigwy też wyjdzie, ale będzie inna w smaku.

      Druga sprawa – większość przepisów które znajdziesz w Internecie mówią o usuwaniu pestek. Ja jestem temu przeciwny z dwóch powodów – owszem, pestki podczas fermentacji mogą wytwarzać metanol (trujący alkohol) ale są to minimalne ilości, zaś dodają specyficznego smaku. Druga sprawa – pestki są bogatym źródłem witamin B (głównie B17) i część z nich przedostaje się do nalewu.

      Trzecia sprawa – pigwówka powinna być zalewana spirytusem i ewentualnie później, po maceracji rozcieńczana wodą.

      Czwarta sprawa – macerat powinien znajdować się w ciepłym i słoneczny miejscu. Duże wytwórnie nalewek codziennie wywożą balony z maceratem na zewnątrz właśnie dlatego, że energia słoneczna pomaga w wydobywaniu smaku i zapachu.

      Sezon na pigwowca to dopiero wrzesień, dlatego wrócę do tej nalewki bliżej jesieni. Ale już teraz warto rozglądać się za krzaczkami pigwowca u sąsiadów albo kupić do własnego ogrodu kilka wiosną :)

  3. Przepis na ajerkoniak to to czego długo szukałam. Uwielbiam ten trunek, a dobry i sprawdzony przepis to skarb! Co do pigwówki, to moi rodzice robią ją wyborną, chociaż nie przypominam sobie żeby wystawiali macerat na działanie promieni słonecznych. Przekonam ich do eksperymentu i porównamy, która naleweczka lepiej smakuje ;)

  4. Świetne informacje dodatkowe. Ja osobiście do robienia ajerkoniaku (likieru jajecznego) używam Thermomixa. Likier (każdy) robi się bardzo szybko (10 min) i jest rewelacyjnie gładki. Proporcje nieco inne , bo 6 żółtek , 250 g mleka zagęszczonego, 200g cukru, 1 opakowanie cukru wanilinowego i 250 g wódki czystej (ja daję 200g wódki i 50 g spirytusu). Z tej porcji wychodzi 800 ml likieru. Dzięki lekkiemu podgrzewaniu i równoczesnemu mieszaniu , wszystkie składniki są idealnie połączone, nie ma potrzeby przecedzania. Thermomix to niezawodny i rewelacyjny pomocnik w kuchni, polecam każdemu.

    1. Rzeczywiście Thermomix bardzo ułatwia wykonanie ajerkoniaku – jednak jego cena (dość wysoka) może być skuteczną barierą dla wielu osób. Dziękuję za komentarz i własny przepis!

  5. Rafale, jak sam dobrze wiesz, pojęcie wysokiej i niskiej ceny za coś, jest względne (korzystam z Twoich porad marketingowych), zależy od okoliczności i czasu. Jednak warto zobaczyć stronę thermomix.pl, ale i ja mogę wiele na temat thermomixa powiedzieć (jeżeli Cię zainteresuje). W
    Twojej kuchni z pewnością miałby co robić , a Ty oszczędziłbyś czas, zdrowie i pieniądze. Podziwiam Twój zasób wiedzy i aż mi się wierzyć nie chce, że masz tylko 32 lata. Mam wrażenie, że niektóre Twoje wypowiedzi są autorstwa osoby z duzym życiowym i zawodowym doswiadczeniem. Marketing, biochemia, kulinaria z blogiem, zioła – to ogrom wiedzy. Kiedy masz na to wszystko czas? Pozdrawiam serdecznie.

    1. Gabrielo, istotnie, wiele osób jest skłonnych zapłacić większą cenę za to, że Thermomix rozwiązuje szybciej i łatwiej ich kuchenne problemy – często oszczędzając czas. Osobiście bardzo niechętnie korzystam z wszelkich „udogodnień” tego typu. W zasadzie jedynym jest tradycyjny mikser. Cały czas używam wiekowej, żeliwnej maszynki do mielenia mięsa, podobnie kamiennego moździerza, młynka na korbkę (mam taki ponad 100-letni) czy makutry. Nie dlatego, że nie stać mnie na blender czy Kitchen Aid albo Thermomix. Po prostu traktuję gotowanie jak pewnego rodzaju „celebrację”. „Co w sercu – to na talerzu” – taką filozofię miała moja babcia i jakoś tak na mnie przeszła. Chodzi w niej o to, pokazywać miłość najbliższym nie tylko przez smak czy wygląd ale i wysiłek i pracę włożoną w przygotowanie. Jest to pewnym „utrudnieniem” kiedy zależy mi na czasie, ale nic na to nie poradzę :) Owszem, używam też bardziej „cywilizowanych” sprzętów – blendera czy czasem mikrofali albo – najczęściej – zmywarki. Ale ta „ręczna” praca w kuchni jest dla mnie bardzo ważna :)

      Dziękuję za komplementy, ale nie są to zasłużone słowa uznania bo wokół każdego z nas jest wiele osób, z których każda kryje wiele cennych informacji, tylko że albo dziedziny, w których się specjalizuje są dla nas nieinteresujące, albo zwyczajnie się z tym kryje. Mam w swojej osobowości coś z „człowieka renesansu” bo trudno mi określić zakres jakieś wiedzy czy nauki, która mnie nie interesuje (no, może poza sportem jako rozrywką bo to nie interesuje mnie zupełnie), choć te „koniki” które wymieniłaś wiodą prym w mojej głowie. Ale chętnie pochłaniam także wiedzę z zakresu filozofii, religii, fizyki, astronomii, psychologii, etnografii, antropologii i historii. Świetnie, że mogę ją zgłębiać na czytniku ebooków (głównie z brytyjskiego Amazona) bo w każdej wolnej chwili mogę się oddać czytaniu (albo słuchaniu, bo spotykam też wielu ciekawych ludzi, zwłaszcza zdecydowanie starszych ode mnie).

      No, z tym czasem to rzeczywiście jest problem. Ale jakoś daję radę aby pożenić pracę z rodziną i pasją. I oby tak dalej :)

      A co do dojrzałości – bardzo lubię powiedzenie, które kiedyś zasłyszałem: żeby podejmować dobre wybory, trzeba mieć doświadczenie – a żeby zdobyć doświadczenie, trzeba podejmować złe wybory. I tak sobie nie raz myślę: może więc zwyczajnie mam za sobą już odpowiednią ilość złych wyborów? ;)

  6. witam pięknie!
    Znalazłam Pana blog tydzień temu przypadkiem, tak jakoś od linka do linka i przepadłam. Czytam, czytam, czytam.. Można się od Pańskich tekstów uzależnić :) Odnośnie ajerkoniaku dodam tylko, że jest to (w moim przypadku) 'eliksir życia’. Przez ostatnie 30 lat miałam ogromny niedobór żelaza w związku z dużą utratą krwi co miesiąc i złym jego przyswajaniem w suplementach. Nie pomagało nic, a jeśli już, to na chwilę. Do pięćdziesiątego roku życia byłam absolutną abstynentką, zero alkoholu w obojętnie jakiej postaci, czyli dla mnie alk w przyrodzie nie istniał. I pewnego dnia, tuż po magicznej pięćdziesiątce mój organizm dostał szału na punkcie jajcoka. I to nie w małych ilościach.. Przez 3-4 miesiące wylizywałam codziennie(!) półlitrową butelkę. I niechby mi ktoś spróbował odebrać! :) Po tym czasie jak nagle mnie napadło, tak nagle przeszło. Ale parametry krwi po tej intuicyjnej kuracji, po raz pierwszy w pamiętanym przeze mnie życiu stały się wzorcowe. Z przeklętym żelazem na czele..
    Fakt, zawsze byłam odrobinę za chuda. Po żółtkach przybyło z pięć kilogramów (i to mi się akurat nie bardzo podoba) ale coś za coś.
    Panie Rafale, bardzo proszę o informację, czy taką kurację (ze względu na ilość cukru zawartą w trunku) można próbować powtórzyć czy raczej już nie?
    Bardzo serdecznie pozdrawiam i dziękuję za dzielenie się wiedzą i niesienie kaganka prozdrowotnej oświaty :)

  7. A gdyby tak zamienić cukier, który jest uzależniającą trucizną na erytrytol, czy ksylitol, czy też niezbadaną jeszcze stewię?

  8. Dziękuję za przepis. Naprawdę wyszło mi dobre smakowo. Tylko moja żona chce żeby wyszło trochę gęstsze. Zastanawiam się czy to przez to że wprowadziłem kilka modyfikacji. Mianowicie. Zamiast cukru użyłem cukier brązowy nieratyfikowany, brandt zamiast spirytusu i laski wanili Zamiast cukru waniliowego.
    Smak super. Tylko konsystencja zbyt płynna.
    Pozdrawiam

  9. Wszystko się zgadza poza wyliczeniem kosztu :) Nie potrafię obliczyć 37zł za 900ml jako 10zł za 500ml ;/ Mimo wszystko efekt jest wart każdej ceny bo smak jest niesamowity :)
    Pozdrawiam :)
    PS.
    Ja również jak niektórzy w komentarzach używam Thermomix’a :)

  10. krzysztof Khan

    Witaj !
    No to coś co niewiele osób wie o polskim ajerkoniaku .
    Na koniec ucieranie należy dodać 100 – 200 gram dobrego masła.
    … no i może trochę więcej cukru.
    Będzie bardziej aksamitny.

    Pozdrawiam.

  11. Serdeznie dziekuje za prosty, WSPANIALE przepis I powyzsze uwagi o udoskonalaniu przepis, moja rodzna tu w Kanadzie jest zachwycona I rozkoszuje sie tym doskonalym trunkiem ,wrocily wspomnienia z rodznnego domu,moja mama robila doskonalego adwokata byl jednak nieco gestszy,jaka tajemnica w tym tkrwi? Pozdrawiam serdecznie

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.