Niedoczynność tarczycy: co jeść, a czego unikać żeby szybciej wyzdrowieć?

W poprzednim artykule pokazałem jak ważną rolę w leczeniu chorób tarczycy pełni układ trawienny i dlaczego powinien być w dobrej kondycji. Ale jaki wpływ na choroby tarczycy ma jedzenie i poszczególne składniki tego co jemy? Które z codziennie zjadanych produktów sprawiają, że zamiast zyskiwać zdrowie – tracimy je?

Niedoczynność tarczycy i gluten – brakujące ogniwo?

O glutenie pisałem już w artykule na temat mąki. Zasługuje on jednak na odrębny tekst – z uwagi na rolę „czarnego charakteru” niestety (niecierpliwym już teraz polecam ten fragment książki dra Datisa Kharraziana oraz ten wywiad z autorem ksiązki „Wheat Belly”).

Ale od początku…

Gluten jest przyczyną wielu chorób (alergie, osteoporoza, niestrawność, biegunka, owrzodzenia i afty, anemia, choroby wątroby i skóry, stany zapalne przewodu pokarmowego, ataksja), które często ludzie przypisują zupełnie innym czynnikom.

Klasycznym przykładem choroby „niezwiązanej” objawowo z glutenem może być trądzik albo bielactwo czy choroba Duhringa, które występują jako choroby skóry, mimo że ich prawdziwą przyczyną jest między innymi gluten oddziałujący na przewód pokarmowy (a dalej na nasz organizm).

Najbardziej znaną chorobą związaną z glutenem – a raczej jego nietolerancją jest celiakia. Celiakia może dotyczyć nawet 1% ludzi, choć na nietolerancję glutenu (na różnym poziomie) może cierpieć od 5% (za CCTR) do 10% (za University of Chicago Celiac Disease Center) nawet 50% w pewnych grupach populacji (wg dr Fine, twórcy innowacyjnego testu). Dr Fine twierdzi w swoich opracowaniach, że ten duży odsetek wynika z tego, że każdy kto posiada geny HLA-DQ2 lub HLA-DQ8 (ale i inne z zestawu HLA-DQ) jest wrażliwy na gluten (w różnym stopniu). Z jego badań wynika, że wśród osób które zostały zdiagnozowane 90-95% miało jeden z tych dwóch genów.

Obrazowo można to przedstawić niczym górę lodową – nad powierzchnią morza wystaje jej niewielka część (zdiagnozowani chorzy na celiakię i nietolerancję glutenu) zaś pod powierzchnią kryje się większość (osoby niezdiagnozowane, ale chore lub z objawami). Problem diagnostyczny wynika z tego, że nietolerancja daje objawy niespecyficzne, często jest uśpiona przez wiele lat i można ją najlepiej diagnozować poprzez endoskopię oraz badania genetyczne (choć są także testy z surowicy krwi).

Dlaczego gluten jest takim problemem przy niedoczynności i nadczynności tarczycy?

Po poprzednim tekście na temat kondycji układu trawiennego otrzymałem sporo maili z prośbą o wyjaśnienie związku pomiędzy jelitem cienkim a tarczycą – popełniłem więc grafikę, która uzupełnia całe zagadnienie (takich schematów w Sieci znajdziesz sporo).

Tak jak pisałem, gluten to elastyczna siatka, którą tworzą między innymi białka zawarte w zbożu (polecam ciekawy opis dra Różańskiego). Jedno z tych białek – gliadyna jest szczególnie groźna w kontekście tarczycy.

Oto dlaczego:

Jeśli Twoje jelito cienkie nie jest uzbrojone w odpowiednią florę bakteryjną, zaczyna przepuszczać intruzów – staje się „rozszczelnione”. To „rozszczelnienie” powodowane jest przez inne substancje zawarte w zbożu – lektyny (dlatego w poprzednim artykule pisałem o tym jak ważna jest właściwa kondycja jelit). Niby nie jest to jakieś duże zagrożenie ponieważ nawet wtedy, kiedy taki intruz wedrze się do naszego krwioobiegu natychmiast zadziała nasz układ immunologiczny skutecznie atakując „obcego”. Wygląda to – w wielkim uproszczeniu – tak (kliknij aby powiększyć):

W jaki sposób gluten działa na jelito?

W jaki sposób gluten działa na jelito?

(Przepraszam, ale grafikiem zawsze byłem mizernym ;)). Różowe, podłużne „kosteczki” to komórki, które znajdują się na każdym z miliardów kosmków jelitowych, jakimi pokryta jest powierzchnia jelita cienkiego (enterocyty). Kiedy lektyny osłabiają połączenia między nimi – lub całkowicie niszczą enterocyty – wówczas wirusy i bakterie – oraz gliadyna – mogą przedostać się do krwioobiegu. I nawet jeśli układ immunologiczny rozpozna wrogów (bakterie, gliadyny) i wyśle „wojsko” (niebieskie litery Y) to nie zawsze uda im się zabić wszystkich (niektóre bakterie i wirusy zainfekują organizm). Ale to nie wszystko. Jest znacznie gorzej…

Tłuszcze roślinne

Wielokrotnie pisałem o szkodliwości tłuszczu roślinnego w postaci oleju czy margaryny w kontekście otyłości i wielu chorób serca, udarów etc. Także w kwestii prawidłowej pracy tarczycy dieta bogata w takie tłuszcze nie sprzyja zdrowiu (wnikliwych odsyłam do analizy peroksydacji i autooksydacji tłuszczów roślinnych).

Wielonienasycone kwasy tłuszczowe – czyli w zasadzie wszystkie pochodzenia roślinnego – mają istotne znacznie dla prawidłowej funkcji tarczycy. I nie chodzi nawet o jakieś bezpośrednie działanie – bo trudno było naukowcom dowieść tego na ludziach (są wyniki badań na kurczakach i szczurach). Największym problemem jest to, że nadmiar wielonienasyconych kwasów tłuszczowych powoduje problemy wywołując stany zapalne, które – kiedy są sytuacją długotrwałą – zwykle prowadzą do autoagresji.

Cukier i „szybkie” węglowodany

O zespole (syndromie) metabolicznym pisałem już przy okazji artykułu o nadwadze (za Taubesem i innymi). Insulinoodporność, a często także wczesne stadium cukrzycy, które mu towarzyszą są istotnie powiązane z chorobami tarczycy. Jednak także zbyt niski poziom glukozy we krwi ma swoje negatywne konsekwencje – i tutaj ponownie powtórzę – między innymi z tego powodu w diecie dra Kwasniewskiego sugeruje spożywanie się 1g węglowodanów na 1kg należnej masy ciała. Powiązanie glukozy z gospodarką hormonalną jest skomplikowane, dlatego pozwolę sobie opuścić to wyjaśnienie w szczegółach (w poprzednim artykule pisałem o jej koniecznej obecności w wątrobie dla prawidłowej konwersji hormonów tarczycy).

Fluor i tarczyca

Fluor jest wszechobecny w naszym życiu. Nie tylko dlatego, że codziennie się nim faszerujemy myjąc zęby pastą z dodatkiem związków fluoru (zazwyczaj fluorku sodu) – ale także dlatego, że jest on dodawany (albo stale obceny) w wodzie pitnej, także w wielu miastach Polski. Czy jest obecny również w Twojej – nie wiem – po odpowiedź musisz zwrócić się do najbliższej stacji Sanepid (wykonują chemiczne i bakteriologiczne badania wody pitnej /ze studni/) albo wodociągów z Twojej miejscowości.

Po co dodaje się fluoru do pasty do zębów? To kolejny temat na artykuł obalający mity, ale skrótowo wyjaśnia się to w ten sposób: jest to środek bakteriobójczy zaś jony fluorowe wzmacniają powierzchnię uszkodzonego szkliwa.

Wyjdźmy więc od początku – pierwszej „zalety”: pewna substancja sprawia, że nasze szkliwo staje się kruche, odczyn w jamie ustnej sprzyja rozwojowi bakterii, które z kolei atakują swoimi metabolitami nasze zęby i dziąsła. Co ciekawe, żadne z dzikich zwierząt nie potrzebuje związków fluoru – nawet – kiedy złamie zęby (np. na kamieniu). Oseski karmione mlekiem matki lub sztucznym także nie potrzebują fluoru aby wytworzyć szkliwo zębów – zarówno u ludzi jak i u innych ssaków. Dziwne? Co jest tą substancją, która niszczy nasze zęby?

Zęby nie psują się ani roślinożercom ani mięsożercom (nie mają jej też niedźwiedzie, wbrew obiegowej opinii jakoby zajadały się miodem). Psują się wyłącznie ludziom. Ale nie wszystkim – tylko tym, u których w diecie przeważają węglowodany (tak, także wegetarianom), ze szczególym uwzglęgnieniem produktów zbożowych i cukru oraz przetworzonych owoców (np. kwasy owocowe w połaczeniu z cukrem z owoców zapakowane w „zdrowy” sok czy napój owocowy). To właśnie ta substancja, która daje zatrudnienie protetykom, ortodontom i dentystom: cukier.

Tym samym przechodzimy do drugiej „zalety” fluoru – wzmacniania szkliwa. Rzeczywiście jony fluorowe mogą je wzmocnić (choć badania nie wykazały istotnej poprawy). Tyle tylko, że zbyt duża podaż fluoru może prowadzić do poważnych chorób (o których poniżej) albo do „zwykłej” fluorozy – w istocie człowiek potrzebuje tego pierwiastka miniminiminimalne ilości, które zje w pożywieniu. Z drugiej strony – jeśli wyeliminuje z diety kłopotliwe pokarmy zawierające cukry, niczego nie będzie trzeba wzmacniać – bo szkliwo pozostanie nienaruszone, jak u zwierząt.

A teraz…

Jaki wpływ na tarczycę ma fluor?

Spożycie fluoru (w dowolnej postaci – wody pitnej, soli czy pastach do zębów) ma druzgocący wpływ na tarczycę (na stronie wiele badań i opracowań potwierdzających tę tezę, także tutaj i u dra Mercoli) poprzez szereg mechanizmów (dotyczy to zarówno osób z niedoczynnością jak i z nadczynnością) dlatego usuń wszelkie źródła tego pierwiastka ze swojego otoczenia.

Każdy kto ma elementarną wiedzę chemiczną wie jak bardzo toksyczny jest to pierwiastek – a ten, kto chce mieć to wyłożone „na tacy” niech wrzuci do Google lub YouTube frazy „fluor” „fluoryzacja” albo „fluorek sodu”. Zapewniam, więkość informacji, które znajdziesz nie są wyssane z palca. Sam korzystam z past do zębów bez fluoru (są bardzo tanie – 2-3 zł za 100ml, do kupienia w Auchan, dawniej Colodent miał pastę bez fluoru, odkąd jest już własnością Colgate – wszystkie zawierają fluor).

Soja i kłopotliwe goitrogeny

Zwolennicy soi na talerzu jako pierwszy argument w swoim uzasadnieniu wytaczają dwa fakty:

  1. zawiera dużo białka oraz to, że
  2. w Azji soja jest równie popularna co ryż a Azjaci żyją zdrowiej i dłużej niż mieszkańcy Zachodu.

Nie jest to artykuł o soi, więc odniosę się do tych faktów krótko: białko, którego w soi jest rzeczywiście relatywnie dużo – ale jest zdecydowanie trudniej przyswajalne (jak wielu innych roślin) niż białko zwierzęce czy to zawarte w żółtku jaja. Jeśli zaś chodzi o ilość konsumowanej soi, to owszem, mieszkańcy Dalekiego Wschodu jedzą jej dużo, ale w większości przypadków są to produkty z soi fermentowanej (miso, natto, tempeh, sos sojowy) lub przetworzonej (np. tofu).

Problemem soi jest druzgocący wpływ na gospodarkę hormonalną. Oto dlaczego:

  • Po pierwsze – z powodu dużej ilości fitoestrogenów.
  • Po drugie – zawierają goitrogeny – substancje antyodżywcze, które hamują wchłanianie jodu. Brak jodu skutkuje niedoczynnością tarczycy (na szczęście nie jest ona związana z autoagresją układu immunologicznego – mimo, że wszystkie organy są zdrowe, pacjent ma objawy niedoczynności). Z kolei destabilizacja pracy tarczycy oraz spadek hormonów tarczycy wywołuje stany chorobowe oraz zespoły metaboliczne w całym organizmie.

Poza soją goitrogeny występują także w roślinach kapustnych (kalafior, brukselka, brokuły, kapusta) jednak w tych warzywach stosunkowo łatwo je usunąć podczas gotowania (bez przykrywania garnka). Stąd – najlepiej wykreśl soję ze swojego menu. Ale jeśli już chcesz ją jeść – upewnij się, że została już przetworzona (na wielu opakowaniach kotletów sojowych widziałem informację o obniżonej zawartości goitrogenów) lub sfermentowana i nie jedz jej zbyt często – a jeśli to robisz, uzupełnij w kolejnych posiłkach jod (np jedząc morskie ryby albo choćby zwiększając ilość jodowanej soli) oraz…

Selen

Jod jest w naszym organizmie bardzo silnie związany z podażą innego mikroskładnika – selenu. Po pierwsze dlatego, że selen jest niezbędny aby zamieniać nieaktywny hormon T4 w aktywny T3 – stąd nawet przy dobrze funkcjonującej tarczycy brak selenu może wywołać objawy niedoczynności (tutaj także). Po drugie, selen w naszym ciele przyczynia się do likwidacji stanów zapalnych u osób z autoimmunologicznymi chorobami tarczycy.

Dobrymi źródłami selenuorzechy brazylijskie (do kupienia w każdym markecie np. od firmy Kresto, wystarczy 1-2 orzechy dziennie, cena za kilogram ok 65 zł), ryby morskie, czosnek a także serca oraz wątroba zwierząt i żółtko jaja. To z powodu selenu (i innych mikroskładników) sól morska i kamienna jest zdrowsza niż zwykła, stołowa. Warto pamiętać, że selen w zetknięciu z cukrami prostymi staje się bezużyteczny i nieprzyswajalny więc nie należy podawać wymienionych wyżej produktów ze słodkimi dodatkami czy owocami.

Ważne jest, aby jod i selen pojawiały sie we właściwych proporcjach, ponieważ nadmiar selenu (jak każdy nadmiar) może prowadzić do kłopotów. Niestety, proporcje te są osobniczo różne, dlatego powinny być ustalone przez lekarza (np. autor cytowanego powyżej opracowania ustawił je dla siebie na poziomie 50mg jodu plus 200 mikrogramów selenu dziennie). Zapraszam także na bloga dra Jacka Belowskiego, który ten temat dokładnie opisuje, a tutaj inne opracowanie po angielsku.

Witamina C

Istnieją badania potwierdzające pozytywny wpływ witaminy C na leczenie syntetycznym hormonem tarczycy jak również poprawę mechanizmu transportu komórkowego jodu oraz znaczącą rolę w leczeniu dysfunkcji tarczycy wywołanych kadmem (u myszy). Wiele z badań wskazuje na wniosek, że owo zbawienne działanie wynika z antyoksydacyjnych funkcji kwasu askorbinowego.

Witamina D

Witamina D kojarzy się większości ludzi ze zdrowymi kośćmi oraz słońcem – istotnie, pełni ważną rolę budulcową kości, a uzyskiwać możemy ją nie tylko z pożywienia – ale także z „produkcji własnej” wystawiając skórę na działanie promieni słonecznych.

Dla skrótowego objasnienia napiszę, że aby hormony tarczycy mogły prawidłowo zadziałać w komórce niezbędna do tego jest witamina D (dokładnie D3) we właściwym stężeniu. Do jej produkcji niezbędny jest cholesterol oraz promienie ultrafioletowe padające na skórę. Zachęcam do tej lektury każdego, kto chce wiedzieć dlaczego niedobór witaminy D może być problemem.

Chodzi nie tylko kłopoty z zębami i szkieletem – ale także (a może przede wszystkim) problemy autoagresji (tutaj badania na zwierzętach), z których jednym z częstszych są właśnie autoimmunologiczne choroby tarczycy (ale także insulinoodporność czy rozregulowanie gospodarki glukozą) ponieważ odgrywa ona rolę „sterownika” systemu immunologicznego (także tutaj).

Witamina D ma bardzo szerokie spektrum działania – w związku z chorobami tarczycy należy zwrócić uwagę na jej funkcję stymulującą produkcję insuliny (pdf po polsku, a tutaj badania po angielsku) co ma ogromne znaczenie dla chorych na tarczycę, ponieważ poziom glukozy i gospodarka cukrem jest ściśle powiązana z hormonami tarczycy i odwrotnie.

Skąd brać witaminę D?

Aby pozyskać witaminę D najlepiej jest spędzać dużo czasu na słońcu (i to bez smarowania ciała kremami z filtrem, ponieważ witamina ta powstaje pod wpływem promieni ultrafioletowych, zaś filtry ograniczają dostęp promieni UV do głębszych warstw skóry).

Czy można dostarczać witaminę D w postaci suplementów? Można, jednak jak przeczytasz na blogu dra Jacka Belowskiego przedawkowanie witaminy D jest równie groźne co niedobór (to z tego powodu nie ma jej w większości preparatów multiwitaminowych dostępnych w aptekach). Ale nie tylko o to chodzi:

  1. Większość tej witaminy nasze ciało pozyskuje z ekspozycji skóry na działanie ultrafioletu z promieni słonecznych. Poprzez jelito pozyskiwana jest zdecydowanie mniejsza część tego mikroskładnika. Jeśli dodać do tego problemy z niewłaściwą florą bakteryjną, która upośledza produkcję i wchłanianie tej witaminy łatwo można zauważyć, że w umiarkowanej strefie geograficznej gdzie operowanie słońca jest ograniczone przez pół roku u ludzi poziom witaminy D może drastycznie spadać.
  2. Po drugie, witamina D jest rozpuszczalna w tłuszczach – jeśli w diecie jest ich za mało wówczas nie będzie przyswajana podobnie jak witamina A, K czy E. To o tyle istotne, że badania pokazują silny związek pomiędzy witaminami D i A (oraz K). W skrócie, znaczy to tyle, że toksyczne działanie witaminy D w dużych dawkach jest niejako „neutralizowane” przez witaminy A i K stąd racjonalne obawy wielu lekarzy o chorych, którzy suplementują witaminę D bez właściwego poziomu witamin A i K.
  3. Po trzecie – niski poziom cholesterolu lub wysoki poziom hormonów których prekursorem jest cholesterol (wszystkie hormony sterydowe np. kortykosteron, aldosteron, kortyzol) także może powodować zmniejszenie ilości witaminy D z tego powodu, że organizm nie ma wówczas budulca (cholesterolu) w wystarczającej ilości aby wyprodukować witaminę, ponieważ musi produkować hormony (np. kortyzol w sytuacji stałego stresu).
  4. Dr Datis Kharrazian w swojej książce podaje jeszcze inne powody, które mogą obniżyć ilość witaminy D – np. otyłość, podeszły wiek czy stany zapalne lub stosowanie leków wpływających na tę witaminę.

Niestety, z wielu powodów trudno jest ustalić właściwą dawkę tej witaminy (badania są tutaj bardzo rozbieżne w przypadku osób chorych, także u zdrowych szacunki są różne) stąd najlepszym rozwiązaniem jest ekspozycja słoneczna – wówczas nasz organizm automatycznie sam włącza i wyłącza produkcję kiedy tego potrzebuje.

W jakim pokarmie występuje witamina D?

Obfitują w nią głównie ryby (węgorz, łosoś, dorsz, śledź, makrela, sardynki, tuńczyk), wątroba oraz żółtko jaja i sery żółte. Przykładowo, 100g śledzia marynowanego (Rolmops) zawiera 12 ug (mikrogramów) witaminy D. Jeśli jesteśmy osobami dorosłymi, to w zależności od tego czyimi wytycznymi się zasugerujemy (UE, USA) to potrzebne nam będzie dziennie 5 lub 10 mikrogramów tejże witaminy. Jak widać więc ryba (albo wątróbka) w zimie co kilka dni to dobry pomysł. I bez obaw, nasza wątroba bez problemu radzi sobie z magazynowaniem tej witaminy więc nie musimy jeść jej codziennie :)

Ciekawostką niech będzie fakt, że jest jej sporo nie tylko w produktach naturalnych, ale także w tych wymyślonych przez człowieka np. obligatoryjnie dodaje się jej do margaryn (witamina A, E i D), jest w składzie płatków śniadaniowych oraz niektórych jogurtów.

Mam nadzieję, że dość obrazowo pokazałem Ci jak Twoja dieta może przyczyniać się do powstawania chorób tarczycy – oraz – co ważniejsze – jak możesz pomóc (albo przeszkodzić) w naturalnym procesie leczenia za pomocą diety.

W kolejnym – ostatnim artykule z tego cyklu omówię jeszcze jedną kwestię, której nie sposób nie opisać, a na którą wielu aktywnych komentatorów zwracało uwagę: psychikę i stan emocjonalny. Wielu praktyków medycyny ludowej a także lekarzy uważa choroby systemu endokrynnego (hormonalnego) za choroby emocji i o nich w kolejnym tekście. A póki co – czekam na Twój komentarz poniżej!

Zdrowa dieta